FacebookFacebookSzukaj

Partnerzy serwisu

Partnerzy serwisu

Grzegorz Majchrzak

Współczesność

"Więzienne" audycje

Funkcjonowanie przez ponad osiem lat niezależnych radiostacji „Solidarności” na terenie praktycznie całego kraju było polskim fenomenem.

Wojciech Dudkiewicz

Historia nieznana 

 

O tej niebezpiecznej, zagrożonej wysokimi wyrokami działalności można byłoby długo opowiadać. Poniżej kilka słów o jednych z najbardziej brawurowych i spektakularnych akcji radiowych w stolicy – „audycjach więziennych” emitowanych dla pozbawionych wolności działaczy opozycji, przetrzymywanych w więzieniu przy ul. Rakowieckiej.

Do historii przeszła ta z sylwestra 1982 r. Jednak, jak się okazuje, nie była ona ani jedyną tego rodzaju, ani też nawet pierwszą. W Warszawie audycji takich, a raczej prób ich wyemitowania, Służba Bezpieczeństwa odnotowała łącznie dziewięć. Dwie z nich (7  grudnia 1982 r. i 28 listopada 1984 r.) nadano, a dokładniej próbowano nadać, z dachu Szkoły Głównej Planowania i Statystyki (dzisiejszej Szkoły Głównej Handlowej) przy ul. Rakowieckiej 24. Kolejne (31 grudnia 1982 r., 1 maja 1983 r., 5 czerwca 1984 r. i10 kwietnia oraz 8 listopada 1985 r., a także 4 kwietnia 1988 r.) natomiast z budynków mieszkalnych przy ul. Narbutta. Najprawdopodobniej przymiarek do ich emisji było jeszcze kilka. Dziś nie sposób ustalić, ile.

 

Nieudana próba

 

Do pierwszej, jeszcze nieudanej próby nadania tego rodzaju audycji doszło 7 grudnia 1982 r. Próbowano ją wyemitować z terenu SGPiS. Na dachu bloku „A” umieszczono popularny wówczas magnetofon marki Kapral, wzmacniacz Akord 40 oraz cztery głośniki Unitra-Tonsil (na drewnianych stelażach, sprzężone w pary). Aparatura ta (tzw. gadała) miała być zasilana z puszki lampy oświetleniowej. W tym celu urządzenia zamontowane na dachu połączono z nią kablem, owiniętym wokół piorunochronu. W zamyśle organizatorów emisji włączenie lampy o zmroku miało spowodować uruchomienie aparatury umieszczonej na dachu. Nie przewidzieli oni jednak jednej rzeczy – ludzkiej nadgorliwości… Nadanie audycji uniemożliwili pracownicy szkoły – o przewodzie „łapiącym prąd” poinformowała przełożonych Alicja Turzyńska, a Andrzej Jabłoński i Anna Mikołajewska zdemontowali kable wystające z puszki. Ich szefowie z kolei powiadomili milicję.

Znamy planowaną zawartość tej audycji – miały się na nią składać informacje i komunikaty dotyczące działalności opozycji (np. na temat procesu przywódcy dolnośląskiej „Solidarności” Władysława Frasyniuka), przeplatane deklamacjami wierszy patriotycznych oraz kolejnymi zwrotkami piosenki Jana Pietrzaka „Żeby Polska była Polską”.

 

Pierwszy sukces

 

Nieco ponad trzy tygodnie później, 31 grudnia 1982 r., próbę ponowiono. Tym razem jednak już z powodzeniem – o godz. 22.45 usłyszeli ją uwięzieni opozycjoniści (w tym organizatorzy i działacze warszawskiego Radia „Solidarność”). Do jej nadania wykorzystano podobny do opisanego wyżej sprzęt. Były jednak dwie różnice – tym razem przygotowano osiem głośników, a przede wszystkim (wyciągając wnioski z poprzedniej, nieudanej próby) zastosowano niezależne źródło zasilania w postaci dwóch sprzężonych ze sobą akumulatorów samochodowych.

Do aresztowanych związkowców przemawiał Zbigniew Bujak kierujący Regionalną Komisją Wykonawczą „Mazowsze”, przekazując pozdrowienia od siebie i RKW, Władysława Frasyniuka, Wiktora Kulerskiego i Zbigniewa Janasa oraz od członków Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ „Solidarność”. Nagranie zawierało również informacje o uprawnieniach przysługujących osobom przesłuchiwanym (możliwość odmowy zeznań) oraz ostrzeżenie przed agentami celnymi, a także komunikaty i apele podziemnych władz związku.

Audycję emitowano pod szyldem warszawskiego Radia „Solidarność”, wykorzystując jego sygnał wywoławczy (fragment wojennej piosenki „Siekiera, motyka”) i stosowany przez nie komunikat „Tu mówi Radio »Solidarność«”. Nadano ją z inicjatywy osób związanych z Komisją Interwencji i Praworządności Regionu Mazowsze NSZZ „Solidarność”, organizowanej przed stanem wojennym przez twórców warszawskiego radia – Zofię i Zbigniewa Romaszewskich.

Nie udało się niestety nadać całej audycji. Została ona przerwana przez funkcjonariuszy Komendy Dzielnicowej Milicji Obywatelskiej Warszawa-Mokotów, którzy odnaleźli użyty do jej wyemitowania sprzęt. Mimo to jednak – jak potem wspominała Romaszewska – paradoksalnie był to dla niej „najpiękniejszy sylwester, jaki przeżyła”.

 

I kolejne próby

 

Mimo działań MO i SB (m.in. okresowe kontrole dachów, pozyskanie tajnych współpracowników wśród dozorców bloków w okolicy więzienia, większa liczba patroli milicyjnych w okolicy) podejmowane były również kolejne próby.

Z pewnością sukcesem była następna emisja w dniu 1 maja 1983 r. Więźniowie zareagowali na nią okrzykami: „Niech żyje »Solidarność«” oraz „Śmierć komunie”. Tak na marginesie: według ustaleń SB, najgłośniej miały krzyczeć aresztowane kobiety…

Z kolei audycja z 10 kwietnia 1985 r. zakończyła się interwencją „atandy”, czyli funkcjonariuszy więziennych uzbrojonych w tarcze i pałki, którzy spacyfikowali więźniów demonstracyjnie hałasujących metalowymi naczyniami. Wystarczyła melodia wywoławcza Radia „Solidarność”. Ta emisja była dziełem Grup Oporu „Solidarni”, a konkretnie Grupy „Witka”/”Waldka”, której szefem był Wiktor Świercz. Brali w niej również udział członkowie Federacji Młodzieży Walczącej.

8 listopada 1985 r. audycję przerwał po 2,3 minutach dozorca bloku, z którego dachu prowadzono emisję. Wcześniej cały pawilon 3 („polityczny”) śpiewał wraz z Jackiem Kaczmarskim „Mury”, uznawane za hymn „Solidarności”. Również i ta brawurowa, niebezpieczna akcja była dziełem GO „Solidarni” i FMW.

Niekiedy jednak SB uniemożliwiała emisję audycji. Tak było w przypadku planowanej na 1 lutego 1988 r., a przeznaczonej dla osadzonego przy Rakowieckiej przywódcy „Solidarności Walczącej” Kornela Morawieckiego. Najprawdopodobniej sukces ten to efekt działalności Mariana Kotarskiego (de facto Pękalskiego), kadrowego esbeka rozpracowującego Grupy Oporu, których dziełem miała być emisja dla Morawieckiego.

Co ciekawe, w relacjach osób zaangażowanych w więzienne emisje nadawane przy pomocy „gadał” powtarza się wątek strzelania przez funkcjonariuszy służby więziennej do ustawianych na dachu domu przy ul. Narbutta urządzeń.

 

Nie tylko audycje więzienne

 

Warto wspomnieć, że stołeczne audycje emitowane przy wykorzystaniu „gadał” były przeznaczone nie tylko dla uwięzionych. Nadawano je też dla robotników (np. Ursusa i Huty „Warszawa”, 28 lutego 1985 r.) czy przypadkowych przechodniów (np. 16 grudnia 1983 r. w przejściu podziemnym między Domami Towarowymi „Centrum”). Z pewnością najgłośniejszą audycją była ta wyemitowana 1 sierpnia 1982 r. (zresztą na oczach bezradnych milicjantów) na Powązkach, z okazji kolejnej rocznicy wybuchu powstania warszawskiego.

Spowodowało to oczywiście reakcję władz. Jeszcze pod koniec 1982 r. Służba Bezpieczeństwa w ramach sprawy pod znamiennym kryptonimem „Dach” rozpoczęła tropienie osób zaangażowanych w radiową działalność. Oddzielnym rozpracowaniem (krypt. „Program”) od kwietnia 1985 r. objęto również „audycje więzienne”.

Powiązane artykuły