FacebookFacebookSzukaj

Partnerzy serwisu

Partnerzy serwisu

fot. Marian Grabski „Wyrwa“/MPW

II wojna światowa

Powstańcza codzienność

W sierpniu i wrześniu 1944 r. walkę z Niemcami prowadziła niemal cała stolica. Entuzjastyczny stosunek warszawiaków w pierwszych dniach zrywu wzmocnił w oddziałach powstańczych wolę walki i miał zasadniczy wpływ na decyzję dowództwa o jej kontynuacji. Wtedy jeszcze nikt nie myślał o gehennie, jakiej przyszło stawić czoła w ciągu najbliższych dwóch miesięcy

Katarzyna Utracka

W pierwszych dniach Powstania nastrój ulicy przypominał niekończące się święto. Każde polskie zwycięstwo witano z ogromną radością, wywieszano biało-czerwone flagi, śpiewano pieśni patriotyczne, usuwano symbole obcego panowania. Szeregi armii powstańczej licznie zasilali ochotnicy, pragnący wziąć udział w wyzwalaniu stolicy. Pozostali pracowali przy budowie barykad, pomagali rannym, gasili pożary, tworzyli samorządy obywatelskie, organizowali kuchnie i stołówki dla powstańców, uchodźców i pogorzelców. Najszybciej zorganizowała się ludność cywilna na Powiślu i Żoliborzu, zwanym nie bez przyczyny „Republiką Żoliborską”. Gorzej sytuacja wyglądała na Mokotowie, gdzie organizacja życia aż do końca sierpnia spoczywała w rękach wojska.

 

Przed walczącą stolicą stanęły trudne zadania do wykonania: zorganizowanie obrony przeciwpożarowej i przeciwlotniczej, zakwaterowanie i wyżywienie bezdomnych, zapewnienie opieki zdrowotnej. Z władzami cywilnymi i samorządami obywatelskimi współpracował Kościół oraz Rada Główna Opiekuńcza i Polski Czerwony Krzyż – organizacje społeczne działające jawnie pod okupacją niemiecką. Dysponowały one doświadczoną kadrą działaczy i pracowników, którzy samorzutnie włączali się do akcji.

 

Aprowizacja walczącego miasta

 

Wybuch Powstania gwałtownie zahamował system aprowizacji walczącego miasta. Zapewnienie kilkusettysięcznej oblężonej Warszawie świeżych dostaw żywności stało się praktycznie niemożliwe (w lipcu 1944 r. stolicę zamieszkiwało około 920 tys. osób, w tym ok. 200 tys. w jej części prawobrzeżnej). Mieszkańcy musieli przystosować się do frontowych warunków i ograniczyć do korzystania z własnych zapasów. Korzystano również z zapasów zgromadzonych przez instytucje społeczne i charytatywne przed wybuchem Powstania oraz z produktów pochodzących z niemieckich magazynów zdobytych w trakcie walk. Największym spichlerzem dla głodującej stolicy stały się magazyny Browaru „Haberbusch i Schiele” przy ul. Ceglanej, z dużymi zapasami zbóż – głównie jęczmienia, po który zgłaszały się zorganizowane drużyny cywilne i wojskowe, nazywane „szturmowymi kolumnami powstańczej Warszawy”. Codziennie, z narażeniem życia, pochylone pod ciężarem worków i skrzyń przemierzały ulice stolicy.

 

Do transportu żywności i wody werbowano ochotników za obietnicę przydziału artykułów spożywczych. Z czasem problem zorganizowania ludzi do prac narastał. Władze cywilne wydały więc zarządzenia o powszechnym obowiązku pracy, któremu podlegali wszyscy mężczyźni w wieku od 17 do 50 lat i kobiety od 17 do 40 lat.

 

Trudną sytuację żywieniową ratował nieco system kuchni społecznych, nazywanych publicznymi, oparty na sieci stołówek prywatnych, miejskich oraz organizowanych przez różnego rodzaju instytucje. W samym tylko Śródmieściu-Południe zorganizowano blisko 180 kuchni społecznych i punktów dożywiania ludności.

 

Innym ważnym problemem do rozwiązania było zaopatrzenie ludności w wodę. Nieustanne bombardowania lotnicze i ostrzał artyleryjski powodowały ciągłe uszkodzenia sieci wodociągowej. W połowie sierpnia podjęto więc akcję uruchamiania studni zastępczych, wyłączonych z eksploatacji oraz budowy nowych. Niedobór wody oraz wzrastająca liczba uchodźców z innych dzielnic powodowały, że woda podobnie jak żywność stanowiła doskonały towar wymienny.

 

Na pomoc uchodźcom i pogorzelcom

 

W miarę opanowywania kolejnych dzielnic i rejonów przez nieprzyjaciela, a także nieustannych bombardowań i ostrzału artyleryjskiego, przybywało bezdomnych. Najgorzej sytuacja wyglądała na Starym Mieście i w Śródmieściu. Pod koniec sierpnia Śródmieście łącznie z mieszkańcami Powiśla zamieszkiwało 260 tys. ludzi, w tym 125 tys. uchodźców z innych dzielnic. Bez dachu nad głową pozostawało 55 tys. osób, wymagających stałej opieki społecznej.

 

Zgłaszający się bezdomni byli rejestrowani, a następnie umieszczani w schroniskach, niektórych kwaterowano w prywatnych mieszkaniach w porozumieniu z komitetami obywatelskimi. Wielu koczowało jednak w bramach, na klatkach schodowych, zajmowało schrony, z których trudno było ich wyeksmitować. Wstrząsający obraz życia bezdomnych zamieścił w nr. z 19 sierpnia „Biuletyn Informacyjny”: „W zatłoczonym uchodźcami schronie zaduch. Wyziewy z niewynoszonych przez nikogo kubłów. Brudne legowiska, toboły, jakieś łachmany. Dookoła śmieci, odpadki. Płacz małych dzieci. Ktoś klnie, ktoś inny narzeka. Obok ludzi zdrowych – ciężko chorzy na czerwonkę. Obok młodzieży – niedołężni starcy, kobiety w ciąży. Podwórko brudne. I tu snują się bezdomni. Twarze blade, zmęczone. Oczy kobiet zaczerwienione od płaczu. Niesprzątane ustępy stanowią znakomity rozsadnik chorób epidemicznych. Brak wody. Głód”.

 

W ogarniętym walkami mieście w szczególnie trudnej sytuacji znalazły się dzieci i kobiety w ciąży. Codzienne bombardowania, konieczność życia w piwnicach i schronach wywoływały wśród najmłodszych strach i przerażenie. Z każdym dniem przybywało osieroconych i zagubionych małych warszawiaków. Wszyscy jednoczyli się w wysiłku, aby chronić dzieci od wszechobecnego okrucieństwa wojny. Organizowano więc schroniska i zbiórki żywności, otwierano kuchnie mleczne gromadzące mleko, odżywki dla niemowląt i dzieci; wydawano nawet gazetki dziecięce. Prasa powstańcza wzywała wszystkich do opieki nad najmłodszymi: „Ratujcie dzieci, nasze, wasze, polskie, warszawskie dzieci…”.

 

Front moralny buntu

 

Kolejnym ważnym kłopotem, z którym musiała zmierzyć się powstańcza Warszawa, było zapewnienie ładu i dyscypliny społecznej w mieście. Za utrzymanie porządku odpowiedzialne były cywilne i wojskowe organa bezpieczeństwa. Istotną rolę w systemie ochrony porządku pełniły również ochotnicze formacje społeczne. W walczącym mieście dość szybko pojawił się problem dzikich rekwizycji i szabru. Najwięcej z nich miało miejsce w Śródmieściu Północnym, na Czerniakowie i Starówce. Do stosunkowo bezpiecznych dzielnic należały Śródmieście Południowe i Powiśle.

 

Władze stolicy starały się również przeciwdziałać rosnącej spekulacji. Nakazywano więc właścicielom sklepów i warsztatów ich otwieranie, jednocześnie zakazując przetrzymywania zapasów, a szczególnie artykułów spożywczych. Niepodporządkowanie się temu groziło grzywną, zamknięciem sklepu i konfiskatą wszystkich znajdujących się w nim towarów, a nawet karą pozbawienia wolności. Działania te jednak nie zapobiegły tworzeniu się czarnego rynku. Obok kina Palladium przy ul. Złotej oraz na ul. Wilczej i Kruczej funkcjonowały powstańcze targowiska, które stały się istnymi centrami spekulacji. W przerwach między ostrzałem królował na nich handel wymienny, gdyż jedyną walutą posiadającą jakąkolwiek wartość były złote ruble i dolary. Wymieniano przede wszystkim artykuły żywnościowe, alkohol, baterie do latarek i naftę.

 

Miasto podziemnych przejść i barykad

 

Ponieważ walki podzieliły Warszawę na odseparowane od siebie obszary, w wielu przypadkach jedyną drogą łączności między poszczególnymi dzielnicami i rejonami miasta stały się kanały, z których jednak korzystało głównie wojsko. Warszawiacy przemierzali ulice stolicy, korzystając z systemu podziemnych przejść między poszczególnymi piwnicami i podwórkami. Przejścia owe, oświetlone i oznakowane, powstawały od pierwszych chwil walki, tworząc swoistą sieć labiryntów, z której korzystali również powstańcy. W połowie sierpnia prasa pisała: „Warszawiacy zawsze uchodzili za ludzi pomysłowych. Cecha ta wybitnie ujawniała się w czasie walk powstańczych. Doskonałym dowodem tej zalety warszawiaków są istne labirynty podziemnych przejść, które służą dla celów zapewnienia bezpiecznej komunikacji między domami, blokami domów i całymi nawet ulicami. […] Dzisiaj jest już cała, sieć rozwlekła, powiązana w celową całość, po której bezpiecznie krążą patrole wojskowe, żywność, biuletyny radiowe, bezdomni itd. Podziemne przejścia i barykady uliczne stały się elementem taktyki walk powstańczych i nerwami łączności życia miejskiego, które bynajmniej nie chce rezygnować z pewnej swobody ruchów: dzięki podziemnym przejściom i ochronnym barykadom walczące miasto utrzymuje swoją wewnętrzną spójność, wewnętrzną jedność i siłę”.

 

W połowie sierpnia dowódca powstania wydał rozkaz regulujący ruch ludności cywilnej. Poza pierwszą linią frontu cywile mogli poruszać się bez ograniczeń. Przechodzenie na tereny zajęte przez wroga było surowo zabronione i tylko w wyjątkowych sytuacjach zezwoleń takich udzielano. Po zmierzchu ruch ludności cywilnej był całkowicie zabroniony.

 

Miasto grobów

 

Życie w ciągłym niebezpieczeństwie pogłębiło wiarę mieszkańców stolicy. Tłumy warszawiaków zbierały się nie tylko w ocalałych od bombardowań kościołach, lecz także w pospiesznie wznoszonych kaplicach polowych, szpitalach, piwnicach i przy podwórkowych kapliczkach. Nie było praktycznie domu bez urządzonego przez mieszkańców ołtarza. W pracę duszpasterską, obok kapelanów AK, włączyli się księża parafialni i zakonnicy. Na zakończenie każdego nabożeństwa śpiewano zakazaną przez pięć lat okupacji pieśń patriotyczno-religijną „Boże, coś Polskę”.

 

Wraz z upływem kolejnych tygodni walk miasto zmieniało swoje oblicze – przeobrażało się w miasto gruzów. Opustoszały ulice, a życie zaczęło koncentrować się w piwnicach i schronach. Skwery, chodniki, podwórza kamienic i przydomowe ogródki zapełniły się mogiłami. Szczególnie dużo spustoszenia czyniły niemieckie wyrzutnie pocisków rakietowych – Nebelwerfer w Śródmieściu nazywanych „szafami”, od dźwięku startującego pocisku, zaś w Śródmieściu i na Powiślu „krowami”.

 

Początkowy entuzjazm i euforia zaczęły ustępować miejsca zwątpieniu i rozgoryczeniu. Coraz częściej można było usłyszeć głosy: „Po co to wszystko, i tak nas tu wytłuką, tylko się ludzie nacierpią bez żadnego pożytku”. Kiedy jednak 8 i 9 września PCK zorganizował ewakuację, miasto opuściło zaledwie 20–25 tys. osób. Większość warszawiaków pomimo ciągłych bombardowań i ostrzału artyleryjskiego wolała pozostać w mieście, niż zdać się na łaskę Niemców, i dopiero po upadku powstania opuściła zrujnowaną stolicę.

 

Szacuje się, że w Powstaniu Warszawskim zginęło od 130 do 150 tys. ludności cywilnej. Pozostali, tj. ok. 0,5 mln warszawiaków, zostało wypędzonych ze swojego miasta. Osoby niezdolne do pracy, chorzy i ranni, starcy, kobiety z dziećmi – łącznie ok. 350 tys. osób – trafiły na osiedlenie w głąb Generalnego Gubernatorstwa, resztę wywieziono na roboty przymusowe do III Rzeszy (ok. 150 tys.) oraz do obozów koncentracyjnych (ok. 60 tys.).

Zgłaszający się bezdomni byli rejestrowani, a następnie umieszczani w schroniskach, niektórych kwaterowano w prywatnych mieszkaniach w porozumieniu z komitetami obywatelskimi
Podziemne przejścia i barykady uliczne stały się elementem taktyki walk powstańczych i nerwami łączności życia miejskiego, które bynajmniej nie chce rezygnować z pewnej swobody ruchów

Powiązane artykuły