FacebookFacebookSzukaj

Partnerzy serwisu

Partnerzy serwisu

fot. Michał Karnowski

Współczesność

Pomieszanie dobrego i złego

Rząd Tadeusza Mazowieckiego miał szansę przejść do historii jako gabinet dokonujący zerwania z peerelowską przeszłością. Czy ją wykorzystał?

Przemysław Waingertner

Pomimo spektakularnego sukcesu osiągniętego w czerwcowych wyborach 1989 r. przez obóz solidarnościowy; głośnego artykułu Michnika „Wasz prezydent, nasz premier”; wypowiedzi Zagładina, doradcy ówczesnego przywódcy Związku Sowieckiego Gorbaczowa i deklaracji samego genseka, określających oblicze przyszłego polskiego rządu jako wewnętrzną sprawę sąsiada, obsadzenie stanowiska premiera przez przedstawiciela opozycji nie było przesądzone.

 

Kiszczak czy Mazowiecki?

 

Na przeszkodzie stanęły nadmierna ostrożność i brak jedności w tej kwestii wśród doradców Lecha Wałęsy. Nie wszyscy spośród nich byli w ogóle przekonani do przełomowej idei wysunięcia własnego kandydata na stanowisko prezesa Rady Ministrów. Sprzeciwiał się jej, m.in. polemizując z bardziej zdecydowanym w tej kwestii Michnikiem, w artykule „Spiesz się powoli” zamieszczonym w ówczesnym „Tygodniku Solidarność”, sam Mazowiecki. Wreszcie nie było zgody wśród przywódców Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, czy przyszłą koalicję budować ze Zjednoczonym Stronnictwem Ludowym i Stronnictwem Demokratycznym, czy też postawić na sojusz z „reformatorami z PZPR”.

 

Zdeklarowanym zwolennikiem tego drugiego scenariusza był Bronisław Geremek, kierujący OKP. Wtedy właśnie działania na rzecz porozumienia z ZSL i SD podjęli Jarosław i Lech Kaczyńscy, którzy przekonali wahającego się Wałęsę, a przede wszystkim przeprowadzili szybkie negocjacje z przyszłymi partnerami. Wyłoniona w ich wyniku nowa koalicja OKP, ZSL i SD przedstawiła Mazowieckiego jako wspólnego kandydata ówczesnemu prezydentowi Jaruzelskiemu. Ten zaś powierzył mu misję tworzenia rządu, rezygnując z obsadzenia stanowiska premiera przez Kiszczaka, swego zausznika, kierującego Ministerstwem Spraw Wewnętrznych, a do tego architekta porozumień okrągłego stołu ze strony komunistów. Nowy gabinet został zaakceptowany 12 września 1989 r. przez wyłoniony w wyniku czerwcowych wyborów parlament  Z punktu widzenia czekających kraj reform najważniejsze stanowiska w rządzie objęli: Leszek Balcerowicz (wicepremier, minister finansów), Kiszczak (wicepremier, a zarazem „nowy stary” szef MSW) oraz Krzysztof Skubiszewski (minister spraw zagranicznych).

 

W cieniu planu Balcerowicza

 

Jak się okazało, największą indywidualnością w rządzie stał się nie „pierwszy niekomunistyczny premier po II wojnie światowej”, lecz minister finansów – dynamiczny, stanowiący przeciwieństwo refleksyjnego intelektualisty Mazowieckiego. Do podstawowych zadań gabinetu w sferze ekonomii należało zmniejszenie katastrofalnego deficytu budżetowego odziedziczonego po komunistach, wprowadzenie reformy finansów i mechanizmów rynkowych oraz prywatyzacja. Abstrahując od skrajnych ocen planu Balcerowicza, należy stwierdzić, że osiągnięcie przez wicepremiera zakładanych celów nie obyło się bez licznych, brzemiennych w skutki błędów i wiązało się z olbrzymimi wyrzeczeniami ze strony społeczeństwa. Do pierwszych należy zaliczyć przede wszystkim brak szybkiej i zdecydowanej reakcji rządu na ujawniane afery i patologie życia gospodarczego (afera alkoholowa i Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, skandaliczny proces uwłaszczania komunistycznej nomenklatury na majątku państwowym).

 

Natomiast koszty społeczne wynikały przede wszystkim ze skokowego wzrostu bezrobocia i równoczesnego ograniczania uprawnień socjalnych. Balcerowicz z uporem godnym lepszej sprawy arogancko odrzucał zarówno krytyczne uwagi, dotyczące własnych potknięć i zaniechań rządu w sferze ekonomicznej, jak i wszelkie korekty swego planu, zmierzające do zmniejszenia ofiar ponoszonych przez środowiska pracownicze. Następne lata dowiodły jednak, że działania na rzecz transformacji gospodarczej – choć słusznie oceniane krytycznie przez wielu ekspertów – zaliczyć należy i tak do najbardziej skutecznie przeprowadzonych przez nowy rząd.

 

Gruba kreska

 

Pod koniec 1989 r., po zakończeniu prac nad pakietem ustaw gospodarczych, podjęto działania na rzecz nowelizacji konstytucji. Zmieniono nazwę państwa – Polska Rzeczpospolita Ludowa stała się Rzeczpospolitą Polską, określaną jako „demokratyczne państwo prawa”. Usunięto ustęp o sojuszu ze Związkiem Sowieckim. Miejsce artykułu o przewodniej roli PZPR zajął przepis mówiący o systemie wielopartyjnym. Jednak ani rząd, ani doradcy Wałęsy, ani OKP nie wypracowały spójnego programu demontażu perelowskich struktur. Proces ten przebiegał chaotycznie. Jedyne przesłanie jasne w tej mierze dla wszystkich (poza premierem, który podkreślał później, że został źle zrozumiany) zaprezentowane zostało w sejmowym przemówieniu Mazowieckiego z 24 sierpnia, poprzedzającym powierzenie mu przez parlament funkcji szefa rządu i zawierało się w słynnej deklaracji o „odkreśleniu przeszłości grubą linią”. Mimo że premier podkreślał, iż miał na myśli zaakcentowanie możliwości włączenia się przedstawicieli dawnego obozu rządzącego w dzieło reformowania państwa, to zarówno część ówczesnych elit obozu solidarnościowego, jak i komuniści zinterpretowali zapowiedź grubej kreski jednoznacznie – jako obietnicę rezygnacji z rozliczeń dawnych włodarzy PRL.

 

Ostrożna taktyka rządu w tej mierze wynikała przy tym zarówno z niedocenienia przez ówczesnych przywódców solidarnościowego obozu wysokiego stopnia poparcia opinii publicznej dla surowego rozrachunku z komunistami, jak i przeszacowania możliwości podjęcia przez środowisko dawnej PZPR destrukcyjnych działań w przypadku przyjęcia wobec niego ostrego kursu. W filozofię grubej kreski wpisywało się zarówno zaniechanie kroków na rzecz dekomunizacji i lustracji, zlikwidowania uprzywilejowanej pozycji materialnej PZPR, a później postkomunistów oraz zmian personalnych w resortach siłowych; brak skutecznego przeciwdziałania niszczeniu przez bezpiekę własnych akt, co trwało przez cały okres funkcjonowania rządu Mazowieckiego, jak też spowolnienie procesu demokratyzacji ustroju. W wyniku jego wyhamowania to w innych państwach dawnego bloku wschodniego, w których demontaż komunizmu rozpoczął się później niż w Polsce, znacznie wcześniej wyłoniono demokratycznie wybrane władze.

 

Pozostaje sprawą otwartą, na ile te zaniechania Mazowieckiego i OKP wynikały – oprócz obawy przed destrukcyjną dla państwa samoobroną postkomunistów – ze strachu przed ujawnieniem przez SB agenturalnych rozdziałów z życia niektórych dawnych opozycjonistów, a także z nieformalnego porozumienia liberalno-lewicowego skrzydła opozycji z partyjnymi „reformatorami”, mającego zagrodzić drogę do władzy środowiskom pryncypialnie antykomunistycznym.

 

Na wschodzie bez zmian

 

Niejednoznacznie wypada również ocena polityki zagranicznej rządu Mazowieckiego. Jej sukcesem było z pewnością nowe otwarcie w stosunkach z jednoczącymi się Niemcami, oparte na potwierdzeniu przez zachodniego sąsiada przebiegu wspólnej granicy, a także szybkie porozumienie z dążącą do niepodległości Ukrainą. Przypomnieć trzeba jednak także zaniechania rządu: brak zdecydowanych starań o szybkie wyprowadzenie wojsk sowieckich z Polski (sam Mazowiecki motywował wówczas potrzebę ich obecności nad Wisłą iście peerelowskim argumentem o zagrożeniu niemieckim); niezrozumiałą rezerwę wobec niepodległościowych aspiracji republik nadbałtyckich; wreszcie widoczną niechęć do podjęcia konsekwentnych starań o rozszerzenie zachodnich struktur bezpieczeństwa na wschód i udziału w nich Warszawy (jeszcze w drugiej połowie 1990 r., gdy część polityków dawnych krajów socjalistycznych coraz głośniej deklarowała chęć przystąpienia do Paktu Północnoatlantyckiego, Skubiszewski zapewniał publicznie Europę, iż „żadne członkostwo Polski w NATO nie wchodzi w rachubę”).

 

Ocena poczynań rządu Mazowieckiego nie wypada jednoznacznie. Oprócz sukcesów i pionierskich przedsięwzięć gabinet zapisał na swym koncie liczne karygodne błędy i porażki. Bezdyskusyjny jest natomiast jego wpływ na ustrojowy i ekonomiczny kształt Trzeciej Rzeczypospolitej, która po ćwierćwieczu – zdaniem wielu politologów, ekonomistów, polityków, ale przede wszystkim zwykłych obywateli, którzy zagłosowali w 2015 r. za „dobrą zmianą” – dojrzała do gruntownej przebudowy.         

 

 

Zarówno część ówczesnych elit obozu solidarnościowego, jak i komuniści zinterpretowali zapowiedź grubej kreski jednoznacznie – jako obietnicę rezygnacji z rozliczeń dawnych włodarzy PRL
Ocena poczynań rządu Mazowieckiego nie wypada jednoznacznie. Oprócz sukcesów i pionierskich przedsięwzięć gabinet zapisał na swym koncie liczne karygodne błędy i porażki

Powiązane artykuły