FacebookFacebookSzukaj

Partnerzy serwisu

Partnerzy serwisu

Jacek Karnowski

Dawne czasy

Pamięć o wiktorii wiedeńskiej

Rocznicę bitwy pod Wiedniem zawsze obchodzono w Polsce nadzwyczaj uroczyście. Sławiono polski oręż, wspominano potęgę Rzeczypospolitej. Ale tak naprawdę celebrowanie zwycięstwa było potrzebne Polakom szczególnie po utracie wolności

Wojciech Dudkiewicz

Ważne rocznice obchodzono w Polsce od czasów średniowiecza. Świętowano zwycięstwo pod Grunwaldem czy też np. zdobycie Smoleńska w 1611 r. Rocznicę Grunwaldu polecił czcić sam Władysław Jagiełło. Król nakazał – pisał Jan Długosz – by „ojcowie zalecili synom, wnukom i prawnukom i wszystkim potomkom swoim święcenie i uroczyste obchodzenie dnia tego”.

 

Jan III – o ile wiadomo – niczego takiego nie nakazał, niemniej potem niewiele świąt mogło się równać z obchodami wiktorii wiedeńskiej. Liczył się zasięg i uniwersalny wymiar wydarzenia. I to, że miało miejsce tak niedawno. Zupełnie niedawno bowiem wojska Rzeczypospolitej, z królem Janem III na czele, odparły spod murów Wiednia zastępy imperium osmańskiego, obroniły Europę. Jakże ważna była ta pamięć, by przetrwać lata zaborów! Polacy rozgonieni po trzech imperiach mogli odwoływać się do czasów świetności, przypominać o istnieniu i marzyć o niepodległości.

 

Szczególne obchody odbywały się zawsze w Krakowie, mieście trofealnym i gracjalnym. Tu, w katedrze królewskiej, składano zdobyte sztandary, dziękowano Bogu za odniesione sukcesy i proszono o przyszłe. Stąd pod Wiedeń ruszył Jan III, tu w czasie wyprawy przebywała jego brzemienna żona Maria Kazimiera z dworem. Tu uroczyście obchodzono już pierwszą rocznicę zwycięstwa, a obchody połączono z modłami w intencji powodzenia tzw. I wyprawy mołdawskiej, gdy na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej Jan III znów miał potykać się z Turkami.

 

„Była solemna procesyja z zamku do kościoła Najświętszej Panny w Rynek Krakowski” – zapisano pod datą 10 września 1684 r. w kronice krakowskiego klasztoru Kanoników Regularnych. Niesiono relikwiarz Św. Stanisława, dziękowano Bogu, prosząc o jeszcze. „Był już wtenczas król stanął z wojskiem pod Kamieńcem Podolskim przeciwko obozom tureckim”.

 

Sto tysięcy karuzel

 

Stulecie wiktorii wiedeńskiej odbywało się już w innej rzeczywistości. Co prawda w Wiedniu, w kościele na Kahlenbergu (gdzie regularnie czczono rocznice bitwy), obchody były szczególnie huczne – nie zabrakło np. ogni sztucznych. Jaka jednak mogła być radość w Polsce, po pierwszym rozbiorze, dokonanym m.in. przez mocarstwo uratowane za sprawą odsieczy wojsk Jana III?

 

Przygotowania do setnej rocznicy zwycięskiej bitwy w Polsce prowadzono starannie, niemniej zostały odłożone na 1788 r., gdy czas był ku temu bardziej sprzyjający. Głównym punktem programu było wówczas odsłonięcie w Warszawie, w parku Łazienkowskim, z inicjatywy króla Stanisława Augusta, pomnika Jana III na koniu, tratującego Turków. 14 września 1788 r. odbył się skrupulatnie przygotowany karuzel królewski z udziałem króla, dygnitarzy oraz dworu królewskiego. A niebo nad Łazienkami rozświetliły fajerwerki.

 

Na uroczystości król przeznaczył sporo pieniędzy. Wykpiono ten gest złośliwym wierszykiem: „Sto tysięcy karuzel, ja bym trzykroć złożył, by Stanisław skamieniał, a Jan III ożył”. Wcześniej, kilka miesięcy po setnej rocznicy bitwy, król zafundował zwycięzcy bitwy pod Wiedniem nowy sarkofag w odnowionej krypcie św. Leonarda na Wawelu. Katedra stała się wówczas panteonem narodowym. W którym – dodajmy – chciał spocząć także ostatni król Polski.

 

Cena obchodów

Sto lat później rocznicę bitwy wiedeńskiej przyszło święcić w niewoli, po kilku nieudanych próbach wybicia się na niepodległość. W zaborze rosyjskim, gdzie dobrze pamiętano niedawne powstanie styczniowe, pamięć wiktorii czczono prywatnie, po dworach i kościołach.

 

W zaborze pruskim, mimo częstych szykan, obchody były dość powszechne. Nabożeństwa w kościołach połączone z okolicznościowymi przemówieniami, odczyty, zabawa, przedstawienia teatralne, ognie sztuczne – to popularny program obchodów w mniejszych miejscowościach. Msza św. w farze, broszury informujące o bitwie, akademia w Teatrze Polskim i wielki bal – taki był program obchodów w Poznaniu. O udziale Prus w zniewoleniu Polski nie mówiono.

 

Podobnie ceną okazałych uroczystości w Galicji było to, że nie akcentowano szczególnie udziału Austrii w rozbiorach Polski. Tam, po uzyskaniu swobód w ramach autonomii nadanej przez cesarza, Polacy mogli naprawdę sporo. W wielu świątyniach Krakowa, Lwowa, ale i mniejszych miejscowości odbywały się dziękczynne nabożeństwa. Zorganizowano zbiórkę pamiątek z epoki. Obchody rocznicowe stały się – chyba po raz pierwszy w historii Polski – pretekstem do licznych publikacji – naukowych, popularnonaukowych i publicystycznych.

 

Przy dźwięku Zygmunta

 

Dwieście lat po ostatnim wielkim zwycięstwie Rzeczypospolitej zdawało się, że uroczystościom w Krakowie nie będzie końca, a w mieście zaroiło się wtedy, jak pisano, od znamienitych gości. 12 września zebrali się oni w kościele karmelitów. Po nabożeństwie uformował się pochód, który, przy dźwiękach dzwonów, w tym „Zygmunta”, przeszedł do katedry wawelskiej na sumę pontyfikalną. Kazanie wygłosił ks. Józef Pelczar, ówczesny rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, dziś święty.

 

Uroczystości odsłonięcia tablicy pamiątkowej wmurowanej w ścianę kaplicy kościoła mariackiego na Rynku Krakowskim uświetniło odśpiewanie kantaty do słów Władysława Anczyca, z muzyką Władysława Żeleńskiego przez chór pod dyrekcją samego kompozytora. W parku Strzeleckim odsłonięto pomnik króla Jana III dłuta Walerego Gadomskiego.

 

W obchody odsieczy wiedeńskiej w Krakowie wpisano uroczystości jubileuszu 25-lecia pracy artystycznej Jana Matejki. Rozpoczęły się mszą św. w katedrze wawelskiej 13 września. Po mszy, na dziedzińcu zamkowym zabrał głos sam malarz, otwierając w salach Wawelu wystawę swoich kilkudziesięciu obrazów. Ogromnym wydarzeniem było ofiarowanie przez artystę obrazu „Jan III Sobieski wysyła wiadomość o zwycięstwie papieżowi Innocentemu XI”, popularnie nazywanego „Sobieskim pod Wiedniem”. Przedstawia scenę, gdy Jan III wręcza list wysłannikowi Innocentego z wiadomością o pokonaniu Turków.

 

W dwusetną rocznicę zwycięstwa obraz został wystawiony w Wiedniu. Matejko chciał podkreślić rolę polskiego wojska właśnie w tym miejscu, bo Austria przedstawiała zwycięstwo jako swoją wiktorię. Obraz nie pozostał w Wiedniu ani nie wrócił na stałe do Krakowa. W grudniu, w niesamowitych okolicznościach, trafił do Watykanu. Ale nie jako dar Matejki, lecz narodu polskiego.

 

Papież wysyła wiadomość

Mistrz ogłosił publicznie darowanie obrazu „narodowi”, do czego go wielokrotnie namawiano, jednak pod warunkiem że „naród” ofiaruje go bezzwłocznie głowie Kościoła… Miało to wielkie znaczenie w czasach, kiedy Polski nie było mapach Europy.

 

Na czele delegacji udającej się w grudniu 1883 r. z obrazem do Watykanu stanął kard. Mieczysław Ledóchowski, symbol oporu polskiego Kościoła wobec prześladowań zaborców. Oprócz malarza znaleźli się w niej Artur Potocki, Stanisław Tarnowski i ks. Władysław Chotkowski, późniejszy rektor Akademii Krakowskiej. W Rzymie przyłączył się, przybyły z Paryża, książę August Czartoryski. Na prośbę Matejki do delegacji dołączyło także dwóch polskich chłopów.

 

Uroczystość wręczenia obrazu Leonowi XIII odbyła się w przeddzień wizyty pruskiego następcy tronu, po której to Polacy zostali przyjęci przez papieża ponownie. Obraz ofiarowany w imieniu narodu polskiego otrzymał wcześniej wyznaczone sobie stałe i zaszczytne miejsce obok reprezentacyjnych apartamentów papieskich, zdobionych freskami Rafaela.

 

Głowa Kościoła wykorzystała dar w dyplomacji, a delegację z Polski przyjęto z ceremoniałem należnym oficjalnej reprezentacji państwowej. Zamanifestowanie, z dużym rozgłosem, istnienia Polski wśród narodów Europy miało olbrzymią wymowę w czasie, gdy sprawa polska znikała z porządku dziennego gabinetów dyplomatycznych. Jak potem podkreślano, była to ważna manifestacja obecności Polski po upadku powstania styczniowego.

 

W imieniu armii

 

Gest ten dobrze pamiętano pięćdziesiąt lat później, gdy uroczystości odbywały się już w wolnej Polsce. Główne obchody miały miejsce na początku października 1933 r., bo w dzień 250. rocznicy wiktorii wiele osobistości z Polski brało udział w celebracjach na Kahlenbergu i na Heldenplatz w Wiedniu. Mszę św. przy ołtarzu polowym na Kahlenbergu, przybranym sztandarami o barwach narodowych polskich i austriackich, sprawował prymas polski August Hlond. Na Heldenplatz mszę w obecności m.in. prezydenta i premiera Austrii odprawiał austriacki kardynał. W tym samym czasie w Polsce, zgodnie z zaleceniem prymasa Hlonda, odezwały się dzwony.

 

Takiej defilady kawalerii, jaka odbyła się na początku października na krakowskich Błoniach, w obecności prezydenta Ignacego Mościckiego i całej polskiej generalicji, z marszałkiem Józefem Piłsudskim na czele, nigdy wcześniej ani później Polska nie widziała. Uczestniczyło w niej dwanaście pułków kawalerii, a liczbę obserwatorów szacowano na 250 tys.

 

Potem w katedrze wawelskiej oddano hołd Janowi III. „Przychodzę tu, aby w imieniu armii złożyć hołd królowi, który był wielkim wodzem i umiał odnosić zwycięstwa” – mówił Piłsudski przed sarkofagiem króla. W czasie wieczornego rautu wydanego na zamku wawelskim przez prezydenta Mościckiego, obok toastu za jazdę polską, wzniesiono puchary na chwałę Turcji. W uznaniu jej postawy wobec Rzeczypospolitej – ignorowania faktu rozbiorów oraz pomocy uchodźcom.

 

Przybyliśmy, zobaczyliśmy…

 

Co prawda w czasach PRL propaganda nie zwalczała pamięci o wiktorii wiedeńskiej, ale w czasie uroczystości wystrzegano się akcentowania jej aspektów religijnych. I choć 300. rocznica w 1983 r. zaowocowała pojawieniem się wielu publikacji i okolicznościowych imprez, ich organizatorzy mogli jednak tylko pomarzyć o rozmachu galicyjskich obchodów z 1883 r. czy krakowskiej defilady z 1933 r. Jednak czy mogło być inaczej, skoro głównymi celebransami byli komunistyczni aparatczycy: szef hunty gen. Wojciech Jaruzelski oraz Henryk Jabłoński, szef tzw. Rady Państwa PRL?

 

Nad uroczystościami zorganizowanymi przez komunistów na Wawelu unosiła się atmosfera zawieszonego kilka tygodni wcześniej stanu wojennego. Polaków niespecjalnie cieszył zainscenizowany wjazd Jana III do Krakowa ani dzwon Zygmunta bijący, gdy Jaruzelski i Jabłoński składali kwiaty w krypcie św. Leonarda.

 

Wielu jednak przyciągnęła i cieszyła wystawa poświęcona wiktorii wiedeńskiej, zorganizowana w szesnastu salach na Wawelu. Natomiast tylko nieliczni mogli obejrzeć ekspozycję w Watykanie otwartą osobiście przez Jana Pawła II. Pokazano na niej m.in. słynny list Jana III do papieża Innocentego, zaczynający się od słów: „Venimus, vidimus, Deus vicit!” (Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył!). Ten sam, którego wręczenie przez Jana III wysłannikowi głowy Kościoła z wiadomością o zwycięstwie, uwiecznił Matejko.

14 września 1788 r. odbył się karuzel królewski z udziałem króla oraz dygnitarzy. A niebo nad Łazienkami rozświetliły fajerwerki
Dwieście lat po ostatnim wielkim zwycięstwie Rzeczypospolitej zdawało się, że uroczystościom w Krakowie nie będzie końca

Powiązane artykuły