FacebookFacebookSzukaj

Partnerzy serwisu

Partnerzy serwisu

fot. Michał Karnowski

Wiek XX

Od Gidli do Jasnej Góry. Życiowa wędrówka Reymonta

Jaką drogę przeszedł późniejszy noblista, że są literaturoznawcy zaliczający go do grona pisarzy katolickich?

Maria Balicka

Religijność Reymonta podlegała przemianom na różnych etapach jego życia. W ślady ojca nie poszedł, organistą nie został. Zetknął się ze spirytystami, na krótko stał się nawet aktywnym medium. Sam stwierdził, że był wtedy po prostu obojętny na sprawy wiary. Niektórzy uważali go za „bezbożnika i ateusza”. Żyjąc wśród chłopów jako pomocnik dozorcy plantowego na Drodze Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej, w prowadzonym dzienniku zanotował: „Poszedłem do kościoła, nie dlatego, aby praktykować obłudę przed chłopami, ale pociągnięty ciekawością”. Później w liście do znajomego [24 grudnia 1897 r.] napisał: „Nie jestem katolik ani inszy chrześcijan, ale w imię tradycji posyłam wam opłatek”.

 

Powołanie?

 

Podejmował nawet próby – traktując je bardzo poważnie – wstąpienia do zakonu dominikanów w Gidlach lub do seminarium duchownego, ale najbardziej zabiegał o przyjęcie do nowicjatu paulinów na Jasnej Górze. Gdzie tkwiły przyczyny tych marzeń o stanie duchownym? Prawdopodobnie były dwie. Jedna natury estetycznej – widowiskowość, dekoracyjność, ale i tajemniczość kościelnych obrzędów oddziaływały na jego zmysł artystyczny. Drugi powód był natury społecznej – wysoka pozycja księdza należącego do elity społeczeństwa, a może również przekonanie o wygodnym i dostatnim życiu duchownych. Wszak przysłowie mówi: „Kto ma księdza w rodzie, tego bieda nie ubodzie”. Najdłużej trwał przy pomyśle wstąpienia do nowicjatu paulinów.

 
U źródła

 

Dwukrotnie przyjeżdżał do Częstochowy. Wiązało się to jednak z wizytą u naczelnika tamtejszego oddziału Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej i prośbą o przyjęcie do pracy. Na Jasną Górę udał się przy tej okazji, a że trafił tam 15 sierpnia 1891 r. w święto Wniebowzięcia Matki Bożej, to wziął udział w procesji, która wzbudziła jego zachwyt. Niecały rok wcześniej zmarła matka Reymonta. W jednym z listów do o. Euzebiusza Rejmana, przeora Jasnej Góry, zawarł świadectwo swych ówczesnych poszukiwań: „Z jej [matki] śmierci wstało życie dla mnie, że wracałem z pokorą i szczęściem do tych źródeł wiary, od których się oddaliłem z szyderstwem bezmyślnym. Poznałem, że poza katolicyzmem nie ma nic, dla czego by żyć warto i umierać”. Doświadczony przeor prawdopodobnie zobaczył w deklaracjach młodego człowieka, obok szczerości wyznań, uczuciowy zapał, który szybko wygasł.

 

Do Jasnogórskiego Sanktuarium przybywał Reymont jeszcze kilkakrotnie, a raz nawet pieszo, nie z wewnętrznej jednak potrzeby, ale nakłoniony przez redaktora „Tygodnika Ilustrowanego” do napisania relacji z takiej podróży. Pielgrzymka odbywała się w stulecie insurekcji kościuszkowskiej. Wielki marsz narodu do tronu Matki i Królowej wyruszył z warszawskiej Pragi 5 mają 1894 r., a Reymont w czasie tej niezwykłej drogi przeżył kolejne nawrócenie. Pierwotnie swoją relację zatytułował: „Do źródła. Wrażenia z pieszej wycieczki do Częstochowy”. Ale do druku nadał jej tytuł: „Pielgrzymka do Jasnej Góry”. Tekst ukazał się w wydaniu książkowym w 1895 r., więc 120 lat temu. To pierwsza książka Reymonta, jeden z jego najważniejszych utworów, od niego rozpoczyna się bowiem zawrotna kariera literacka przyszłego noblisty. Obserwując pobożną prostotę pielgrzymów, zrozumiał potęgę wiary.

 

Z Warszawy wyruszył korespondent, wędrowiec, podróżnik. Przed cudowne oblicze Maryi dotarł pątnik, pielgrzym. Fizycznie pokonał drogę, jaką wędrowano od stuleci – przez Gidle na Jasną Górę. Przebył daleką drogę jako pisarz, ale przede wszystkim jako człowiek.

 

W roku ukazania się książkowego wydania „Pielgrzymki do Jasnej Góry” (1895) jej autor z rodziną Jakimowiczów, swoją najstarszą siostrą Katarzyną, jej mężem Konstantym i ich córką pojechał do Rzymu. Zosia, siostrzenica pisarza, przystąpiła do Pierwszej Komunii św., którą na mszy św. w prywatnej kaplicy papieskiej w bazylice św. Piotra otrzymała z rąk Leona XIII. Tę uroczystość Reymont opisał w szkicu „Z notat podróżnych. Zapiski dzienne”, rozdział „W Watykanie”.

 

    W późniejszych latach Reymont poznał Adama Chmielowskiego, Brata Alberta, dziś świętego. Często spotykał się z nim w Zakopanem, prowadził długie dyskusje, uczestniczył w rekolekcjach. Pracował nawet nad powieścią o nim, ale tekst, niestety, zaginął.

 

Cudownie ocalony

 

W piątek 13 lipca 1900 r. pisarz został ranny w katastrofie kolejowej. Najczęściej patrzy się na to wydarzenie przez pryzmat odszkodowania, jakie wywalczył od kolei (jako były pracownik „wiedenki” doskonale znał obowiązujące na niej przepisy). Rzadko podkreśla się, że wyszedł z tej katastrofy umocniony duchowo. Swoje ocalenie uznał za cudowne. Stwierdził, że przeżył własną śmierć. Zyskał pewność, że jest życie po życiu, że jest życie wieczne. Jeden z jego znajomych [Piotr Choynowski] napisał: „Szczególnym w czasach naszych zjawiskiem była moc Reymontowej wiary w życie pozagrobowe. Mówił o tym ze zwykłą szczerością i chętnie, a tak po prostu, że […] przejmowało mnie to zdziwieniem zawsze […] Słuchałem tego […] z najgłębszym szacunkiem. Wielkie tylko dusze zdobywają się na taką potęgę wiary”.

 

Pisarz był człowiekiem wierzącym do końca życia. W liście do jednego z przyjaciół wyznał: „Tak, mówię to otwarcie, jestem wierzącym i katolikiem. A do innego: Jestem głęboko wierzący, więc przyjmuję, co na mnie spada jak dopust Boży. Że czasem się wierzgnie i zaklnie, nic dziwnego, ale poza tym z pokorą ciągnę moją taczkę”.

 

Twórczość pełna wiary

 

Religijne doświadczenia i przeżycia odnaleźć można w wielu dziełach noblisty, np. w „Komediantce”, „Fermentach”, trylogii „Rok 1794”, we wzruszającym opowiadaniu ,,Spowiedź”, w utworach mówiących o prześladowaniach unitów, a przede wszystkim w „Chłopach”. Z troską o wiarę ludzi siłą jej pozbawionych Reymont napisał wstrząsający cykl reportaży „Z ziemi chełmskiej. Wrażenia i notatki”, „Z ziemi łez i krwi...”. Przedstawił w nich tragiczne losy mieszkańców Podlasia i ich bohaterstwo w obronie tożsamości narodowej i religijnej. Polityka rusyfikacyjna na Podlasiu, której jednym z celów było nawracanie na prawosławie, przybrała od 1875 r. okrutne formy. Unici podlascy poddawani nieludzkim cierpieniom pozostali wierni ojczyźnie i wierze.

 

W twórczości Reymonta występują wielorakie przejawy kultu Maryjnego – niektóre są czysto formalne, np. „święte” obrazy wiszące na ścianach domów prywatnych czy budynków użyteczności publicznej, chociażby szpitali; msze św. – pasterka, rezurekcja, nabożeństwa majowe; niektóre wezwania – Jezus Maria, Matko Najświętsza; modlitwy indywidualne i zbiorowe, wśród których bardzo ważne są litanie, bo wciągają wszystkich w uczestnictwo – wezwanie i odpowiedź. Pierwszy wydrukowany tekst literacki Reymonta to szkic „Wigilia Bożego Narodzenia” (1892, wersja brulionowa 1889), a podobno ostatnie słowa, które napisał jako literat pochodzą z niedokończonego opowiadania „Gęsiarka” i brzmią: „Sama Najświętsza Panienka! Sama Częstochowska...” Pierwszą książką Reymonta, która ukazała się drukiem, jest „Pielgrzymka do Jasnej Góry”. W tych trzech tekstach autor, nawiązując do kultu Maryjnego, udowodnił, że był mu on bliski.

 

Władysława Stanisław Reymont zmarł 5 grudnia 1925 r. Spoczął na Starych Powązkach w Alei Zasłużonych, która od jego grobu wzięła początek. Spoczął w ziemi. Urnę z sercem noblisty wmurowano w filarze bazyliki Świętego Krzyża w Warszawie. Nad tablicą umieszczono wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej.

 

Z Warszawy wyruszył korespondent, wędrowiec, podróżnik. Przed cudowne oblicze Maryi dotarł pątnik, pielgrzym
Pisarz był człowiekiem wierzącym do końca życia. W liście do jednego z przyjaciół wyznał: „Tak, mówię to otwarcie, jestem wierzącym i katolikiem”

Powiązane artykuły