FacebookFacebookSzukaj

Partnerzy serwisu

Partnerzy serwisu

fot. Jacek Karnowski

I wojna światowa

Na szlaku Pierwszej Kadrowej

Marsz szlakiem I Kompanii Kadrowej z 1914 r. to przedsięwzięcie sportowo-wychowawcze, które rodzi się w okresie międzywojennym i trwa do dziś


Jan Józef Kasprzyk

Marsz Szlakiem I Kompanii Kadrowej jest swego rodzaju fenomenem na mapie wydarzeń patriotyczno-edukacyjnych. Jest bowiem jedynym tego typu przedsięwzięciem sportowo-wychowawczym, które swój początek bierze w okresie międzywojennym, a następnie, wskrzeszone przez środowiska niepodległościowe ziemi krakowskiej i kieleckiej w 1981 r., trwa nieprzerwanie do chwili obecnej.

 

I co ciekawe, gromadzi z roku na rok coraz większą liczbę uczestników. Wprawdzie w zależności od okoliczności historycznych i uwarunkowań politycznych Marsz zmieniał swą formę organizacyjną, a także adresatów, ale jego idea i ogólne założenia pozostały niezmienne.

 

Pierwszy polski Sierpień

 

O świcie 6 sierpnia 1914 r. z krakowskich Oleandrów na rozkaz Józefa Piłsudskiego wyruszyło w kierunku granicy austriacko-rosyjskiej blisko 160 strzelców. Było to niezwykle młode wojsko: najmłodszy Adam Buczma miał niespełna 16 lat, najstarszy – Ignacy Boerner – zaledwie 39. Brakowało im jakiegokolwiek doświadczenia bojowego, a jako pokolenie „urodzonych w niewoli, okutych w powiciu” nie poznali dotychczas nigdy, jak smakuje niepodległość. Ich zapał brał się jednak z „niewzruszonej wiary” – jak stwierdzał Żeromski – w sens walki zbrojnej o wolność.

 

Po kilku godzinach marszu dotarli do podkrakowskich Michałowic, w których w symbolicznym akcie obalili słupy graniczne państw zaborczych. Po tygodniu, wchodząc w potyczki z wojskami rosyjskimi i wyzwalając kolejno Słomniki, Miechów, Jędrzejów i Chęciny, dotarli do Kielc. Cel ideowy, jaki mieli wytyczony przez Piłsudskiego, został zrealizowany. Na teren zaboru rosyjskiego wkroczyły jeszcze przed wojskami austriackimi oddziały polskie. Niestety cel polityczny i militarny, jakim miało być wywołanie przez strzelców antyrosyjskiego powstania zbrojnego, nie został osiągnięty. Nie otrzymali od społeczeństwa polskiego oczekiwanego wsparcia moralnego i materialnego.

 

Zbyt silna była pamięć o represjach, jakie spotkały Polaków po insurekcji 1863 r. Rok po tych wydarzeniach Piłsudski stwierdzał z goryczą, „że szabla nasza była mała, że nie była godna wielkiego, dwudziestomilionowego narodu – nie nasza w tym wina. Nie stał za nami naród, bojący się spojrzeć olbrzymim wypadkom w oczy”. Strzelcy „Kadrówki” stali się potem kadrą Legionów Polskich i POW, a ich odważny wymarsz z Oleandrów przeszedł do narodowej legendy. Byli bowiem pierwszym regularnym oddziałem wojska polskiego od upadku powstania styczniowego. Pierwszym polskim wojskiem w tej wojnie.

 

Żywy pomnik

 

W II RP wymarsz „Kadrówki” traktowany był jako swego rodzaju mit założycielski odrodzonej polskiej armii. Kiedy na progu dwudziestolecia międzywojennego zastanawiano się, jak najlepiej uczcić I Kompanię Kadrową, przeważył pogląd, że od pomników cenniejsza będzie forma żywa, w której uczestniczyć będzie młode pokolenie. Tak zrodziła się w 1924 r. idea Marszu Szlakiem I Kompanii Kadrowej. Organizatorem był Związek Strzelecki, największa struktura paramilitarna w Polsce, odwołująca się do spuścizny ideowej ruchu strzeleckiego działającego w Galicji przed I wojną światową.

 

Marsz trwał trzy dni i miał charakter intensywnych zawodów sprawnościowych, w których rokrocznie uczestniczyło kilkaset osób. Brali w nim udział strzelcy, harcerze, żołnierze, a nawet delegacje armii zagranicznych z Estonii i Łotwy. Raz tylko – w 1934 r. – marsz odwołano. Jego uczestnicy masowo wsparli wtedy akcję usuwania skutków wielkiej powodzi, jaka dotknęła Małopolskę. Ostatni Marsz odbył się tuż przed wybuchem wojny, a uroczystość jego rozpoczęcia na krakowskich Błoniach zgromadziła ponad sto tysięcy osób. Było wśród nich także pięciu powstańców styczniowych oraz wszyscy żyjący żołnierze „Kadrówki”, którzy wzięli udział w defiladzie przed marszałkiem Edwardem Śmigłym-Rydzem. Była to ostatnia wielka manifestacja patriotyczna II Rzeczypospolitej. Kilka tygodni później agresja niemiecka i sowiecka przerwały niepodległość Polski.

 

„Skrawek wolnej Polski”

 

W PRL Marsz Szlakiem „Kadrówki”, podobnie jak wszystkie przedsięwzięcia nawiązujące do idei niepodległościowej, był przez komunistów zakazany. W 1978 r. z inicjatywy legionisty płk. Józefa Herzoga podjęto pierwszą próbę wskrzeszenia „Kadrówki”. Ograniczyła się ona do krótkiego apelu pamięci przy pomniku w Michałowicach. Wieniec złożony przez kilkunastu żyjących legionistów i działaczy niepodległościowych został po kilku minutach zabrany przez lotne oddziały milicji.

 

Dopiero na fali Sierpnia 1980 r. i powstania „Solidarności”, z inicjatywy środowisk piłsudczykowskich i niepodległościowych Małopolski i Kielecczyzny podjęta została skuteczna reaktywacja Marszu. Do prac organizacyjnych włączyli się weterani walk o niepodległość, m.in. płk AKJózef Teliga, który został komendantem pierwszego powojennego Marszu. Dużą pomoc okazali przedstawiciele duchowieństwa, m.in. legendarny kapelan spod Monte Cassino o. płk Adam Studziński OP czy proboszcz katedry kieleckiej ks. Mieczysław Jaworski. Honorową opiekę nad Marszem sprawowali gen. Mieczysław Boruta-Spiechowicz, płk Józef Herzog oraz jeden z ostatnich żyjących żołnierzy I Kadrowej z 1914 r., a w okresie II RP m.in. poseł i sekretarz generalny BBWR mjr Tadeusz Brzęk-Osiński.

 

Ze względów oczywistych organizatorzy zrezygnowali z przedwojennej formuły zawodów marszowych. Zachowano jednak ciągłość numeracji z przedwojennymi Marszami. Stan wojenny nie ostudził zapału organizatorów i uczestników. Marsz, uznany przez władze komunistyczne za śmiałą formę demonstracji niepodległościowej, był inwigilowany przez SB, a jego uczestnicy wielokrotnie poddawani ostrym szykanom i represjom. Najdotkliwsze wydarzyły się w 1984 r., kiedy kompania ZOMO otoczyła zajazd w Łączynie pod Jędrzejowem i aresztowała wszystkich uczestników. Pod zarzutem „nielegalnego gromadzenia się” zostali skazani na bardzo wysokie kary grzywny. Po tym incydencie większość uczestników Marszu dołączyła do lubelskiej pielgrzymki na Jasną Górę w intencji odzyskania przez Polskę suwerenności.

 

Na wałach jasnogórskich zawieszono transparent „Królowo Polski, niesiemy Ci w darze jako wotum 67 kolegium”. Jak wspominał wielokrotny uczestnik marszów z tamtych lat Sławomir Skrzypek (późniejszy prezes Narodowego Banku Polskiego), „na Marszu był wtedy skrawek wolnej Polski”. Wydawano drugoobiegową gazetę „6 Sierpnia” oraz publikacje poświęcone Piłsudskiemu, działała poczta polowa „Kadrówki”, organizowano prelekcje historyczne i spotkania z weteranami walk o wolność, np. z płk. Antonim Hedą – „Szarym”. Duże zainteresowanie przedsięwzięciem okazywał rząd polski rezydujący w Londynie. Prezydent na uchodźstwie Kazimierz Sabbat życzył w liście do „Kadrówki” z 1987 r., aby „tak jak tamci mieli swój dzień nie tylko 6 sierpnia, ale i 11 listopada”.

 

Większość uczestników Marszu dołączyła do lubelskiej pielgrzymki na Jasną Górę w intencji odzyskania przez Polskę suwerenności. Na wałach jasnogórskich zawieszono transparent „Królowo Polski, niesiemy Ci w darze jako wotum 67 kolegium”. Jak wspominał wielokrotny uczestnik marszów z tamtych lat Sławomir Skrzypek (późniejszy prezes Narodowego Banku Polskiego), „na Marszu był wtedy skrawek wolnej Polski”. Wydawano drugoobiegową gazetę „6 Sierpnia” oraz publikacje poświęcone Piłsudskiemu, działała poczta polowa „Kadrówki”, organizowano prelekcje historyczne i spotkania z weteranami walk o wolność, np. z płk. Antonim Hedą – „Szarym”. Duże zainteresowanie przedsięwzięciem okazywał rząd polski rezydujący w Londynie. Prezydent na uchodźstwie Kazimierz Sabbat życzył w liście do „Kadrówki” z 1987 r., aby „tak jak tamci mieli swój dzień nie tylko 6 sierpnia, ale i 11 listopada”.

 

Wakacje z Piłsudskim

 

Zmiany polityczne w Polsce, jakie dokonały się w 1989 i 1990 r., spowodowały, że Marsz stał się ponownie jednym z największych i najważniejszych tego typu wydarzeń w Polsce. Rokrocznie bierze w nim udział ponad pół tysiąca młodych ludzi: strzelców, harcerzy, żołnierzy Wojska Polskiego, funkcjonariuszy Straży Granicznej i policji, a także młodzież z Wileńszczyzny i Podola. Organizatorem Marszu jest Związek Piłsudczyków. Marsz powrócił do przedwojennej formuły zawodów marszowych, uzupełnionych bogatym programem edukacyjnym i historycznym. Jest, jak wskazują uczestnicy, „żywym pomnikiem” wznoszonym rokrocznie żołnierzom Józefa Piłsudskiego. Stwarza okazję odwiedzenia najpiękniejszych zakątków ziemi małopolskiej i świętokrzyskiej. Ma też formułę radosnego obcowania z dziejami polskiego oręża.

 

I może właśnie dlatego gromadzi tak wielu uczestników, którzy w okresie wakacji chcą przez wysiłek fizyczny i obecność na trasie z krakowskich Oleandrów po kielecki pomnik „Czwórki Legionowej”, spotkać się z historią i doświadczyć patriotycznej przygody z ojczyzną. Honorowy Patronat nad Marszem sprawowali prezydent Ryszard Kaczorowski, który aż pięciokrotnie uczestniczył w uroczystościach marszowych w Krakowie i Kielcach, oraz prezydent Lech Kaczyński. Obaj mieli być obecni na powitaniu Marszu pod kielecką „Czwórką” w 2010 r. Niestety, tragedia smoleńska zniweczyła te plany…

 

O świcie 6 sierpnia 1914 r. z krakowskich Oleandrów na rozkaz Józefa Piłsudskiego wyruszyło w kierunku granicy austriacko-rosyjskiej blisko 160 strzelców. Było to niezwykle młode wojsko: najmłodszy Adam Buczma miał niespełna 16 lat, najstarszy – Ignacy Boerner – zaledwie 39
W PRL Marsz Szlakiem „Kadrówki”, podobnie jak wszystkie przedsięwzięcia nawiązujące do idei niepodległościowej, był przez komunistów zakazany. W 1978 r. z inicjatywy legionisty płk. Józefa Herzoga podjęto pierwszą próbę wskrzeszenia „Kadrówki”

Powiązane artykuły