FacebookFacebookSzukaj

Partnerzy serwisu

Partnerzy serwisu

fot. Biblioteka Narodowa
Wartowniczki OLK, listopad 1918 r.

Międzywojnie

Lwowianki w okopach

Nasi dzielni jenerali

Co z okopów uciekali,

Uciekali do Krakowa!

Niechaj panny bronią Lwowa!

 


Niechaj żyje babski pułk,

Niechaj żyje Zagórskiej pułk!

 

 

Fragment „Piosenki Legjonistek lwowskich” (1919)

Emilia Dziewiecka

„Nazywano ich szaleńcami dlatego, że za Polskę poszli walczyć, nie mogąc zcierpieć niewoli i pohańbienia narodu Swego” – tak o powstańcach styczniowych pisano w 1919 r. na łamach pisma Ochotniczej Legii Kobiet. Tak samo można byłoby napisać o ochotniczkach, które nie bacząc na konwenanse, z właściwą kobietom namiętnością chwyciły za broń, podejmując walkę o Lwów.

 

Panny bronią Lwowa

 

Kiedy 1 listopada 1918 r. oddziały ukraińskie zaatakowały, a w kolejnych dniach opanowały część miasta oprócz chłopców i mężczyzn na ratunek ruszyły także lwowianki. Pismo „Pobudka” donosiło entuzjastycznie: „Kobieta polska znowu zajęła ważne stanowisko w służbie pomocniczej, a wiele również jest między niemi takich, które śpieszą na placówki z karabinami”. Rzeczywiście był to chyba pierwszy moment w historii polskiego oręża, gdy przedstawicielki płci pięknej tak masowo pojawiły się na linii frontu. I choć na pozór odgrywały one w batalii drugoplanowe role, w istocie ich zaangażowanie roztacza wokół obrony Lwowa aurę wyjątkowości.

 

Tak naprawdę większość z nich nie nosiła broni, a smak walki w okopach poznały tylko nieliczne. Te, które uciekły z domów, by przystąpić do obrońców w męskim przebraniu. Przeważały wśród nich nastolatki i młode kobiety – uczennice i studentki lwowskich szkół oraz wszechnic. Wcielały się w niebezpieczną rolę kurierek rekrutujących ochotników. Przemykały z meldunkami do dzielnic zajętych przez nieprzyjaciela, niosąc tam polską prasę i... nadzieję.

 

Przeglądając fotografie i dokumenty z epoki, napotykamy je wszędzie. Wojciech Kossak wielokrotnie portretował je na swoich obrazach. Na tym najbardziej znanym z 1925 r., przedstawiającym Orlęta Lwowskie, u boku chłopców przycupnęła jasnowłosa dziewczynka z pistoletem w dłoniach. Tutaj nie jest ona bynajmniej bohaterką drugiego planu. O takich jak ona pisał w „Uśmiechu Lwowa” Kornel Makuszyński: „[...] Chłopcy i dziewczęta. O, Jezus Maria! Śmierć chyba musiała płakać, kiedy tuliła do siebie dzieci płomiennookie”. A kilka wersów dalej: To dumne chłopaki, to dumne dziewczęta! To gniazdo orląt!... Uśmiechnij się do nich jak brat, ofiaruj im serce [...], ale nie płacz!”.

 

Kobiety w walkach liniowych rzucały się w oczy tak bardzo, że nie omieszkali o nich wspomnieć wspierający Polaków obcokrajowcy. Francuski generał Josepha Barthélemy pisał: „Skłaniam nisko głowę przed kobietami szlachetnymi i bohaterskimi dziećmi, znoszącymi tyle cierpień i krew przelewającymi, by głośno stwierdzić, by krzyczeć na cały świat, że chcą do Polski należeć”. Atmosferę tamtego czasu oddaje też publikacja z lat międzywojennych, gdzie czytamy: „Kto może, bez różnicy płci i wieku chwyta za broń. Ilość ochotników i ochotniczek, gdyż licznie stawiły się i kobiety, rosła z godziny na godzinę!”.

 

Lwowianie musieli czekać na odsiecz niemal trzy tygodnie. Dzięki staraniom gen. Tadeusza Rozwadowskiego wyruszyła ona z Przemyśla i 22 listopada 1918 r. wyparła ze Lwowa Ukraińską Armię Halicką. Miasto mogło na powrót cieszyć się wolnością. Przynajmniej na jakiś czas.

 


Dziedzictwo oręża po kądzieli

 

Chwilowe zażegnanie niebezpieczeństwa ujawniło, że społeczny entuzjazm wobec służby liniowej lwowianek wynikał jedynie z palącej potrzeby chwili. I to mimo, że obraz kobiety z bronią w ręku już wówczas nie był Polakom obcy. Wszak już Anna Dorota Chrzanowska, żona dowódcy obrony Trembowli z czasów XVII-wiecznej wojny z Turkami, miała zagrzewać do walki szlachtę, a nawet sama prowadzić wypady na szańce tureckie. W jej ślady poszło wiele Polek, bo przecież kobiety walczyły w obu powstaniach narodowych. Dzieje takich heroin jak Emilia Plater wcale nie były odosobnionymi przypadkami.

 

Obecność dam na polu bitwy miała jednak pewien tragiczny rys. Oto 24 lutego 1863 r. w bitwie pod Dobrą zginęła z bronią w ręku, zasieczona przez Kozaków szablami i pikami, 24-letnia Maria Piotrowiczowa. Wkrótce wyszło na jaw, że w momencie śmierci spodziewała się ona bliźniąt. Wstrząsające okoliczności jej śmierci sprawiły, że łzę nad katafalkiem uronił nawet rosyjski oficer. I mimo że Maria zyskała bohaterską sławę, to wydarzenie ukształtowało niejednoznaczny stosunek społeczeństwa do obecności kobiet na polu bitwy.

 


„Legunki” pod karabinem

 

Jednakże u schyłku jesieni 1918 r. nic nie było w stanie powstrzymać lwowianek. Pomimo chwilowego odparcia wroga sytuacja miasta pozostawała niepewna, a ochotniczki wcale nie zamierzały wracać do domów. Potencjał ten dostrzegła Aleksandra Zagórska, dowódczyni oddziału kurierek, która w porozumieniu z dowodzącym Miejską Strażą Obywatelską Witem Sulimirskim utworzyła kobiecą milicję. To właśnie na jej bazie w grudniu 1918 r. powołano do życia Ochotniczą Legię Kobiet. Był to pierwszy w historii Polski regularny kobiecy oddział pomocniczy. Jego statut zatwierdził 9 kwietnia 1919 r. Józef Piłsudski.

 

Nazywano je – pół żartem, pół serio – „legunkami”. Miały od 17 do 40 lat, a wstępując do Legii, musiały na dowód nieskazitelnej konduity przedstawić świadectwo moralności podpisane przez policję i proboszcza. Nieletnie dziewczęta przedkładały ponadto zgodę rodziców, a mężatki... zezwolenie męża. Nosiły długie spódnice i mundurowe kurtki. Początkowo też własne trzewiki, gdyż wojsko nie dysponowało kobiecym obuwiem. Wydawały gazetę „Pod Karabinem”, której lektura ujawnia iście zawadiacki alians dystansu do siebie i oddania służbie. Na jednej stronie odnajdujemy tu wykaz rannych wartowniczek, by na następnej uraczyć się dowcipem: Czasy się zmieniły. Dawniej dziewczęta wołały „Mamo, ja chcę leguna!” – teraz zaś – „Mamo, ja chcę do Legji!”. Złośliwi twierdzą, że to na jedno wychodzi.

 

Choć matecznikami legionistek były Lwów i Wilno, ich działalność nie ograniczyła się li tylko do ziem kresowych. Jesienią 1920 r. Legia mogła się pochwalić liczbą 2077 żołnierzy stacjonujących w dwóch wspomnianych kresowych stanicach oraz w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Grudziądzu i Przemyślu.

 

Mimo że OLK była formacją pomocniczą, trudności, jakim musiała u zarania niepodległości stawić czoła Rzeczpospolita, wymusiły na władzach wojskowych chwilową zmianę stanowiska. Podczas wojny z bolszewikami doszło do tego, że wysłano legionistki na linię frontu. Był to jednak absolutny wyjątek, gdyż używanie oddziałów kobiecych w walkach liniowych było kategorycznie wzbronione. Na co dzień „legunki” broń nosiły zwykle tylko podczas warty, a dowództwo przydzielało im zadania „dostosowane do fizycznego uzdolnienia i natury kobiecej”, jak pisało Dowództwo Frontu Litewsko-Białoruskiego do wileńskiej OLK.

 

Dla legionistek beczka miodu w postaci czynnej służby wojskowej na rzecz ojczyzny wiązała się z koniecznością przełknięcia łyżki dziegciu. Nie dostąpiły one bowiem dystynkcji stopni wojskowych, a jedynie nadawano im stopnie funkcyjne. I to nawet mimo służby przypieczętowanej krwią. Wszak na samym Cmentarzu Obrońców Lwowa spoczywa 66 ochotniczek, co mówi samo za siebie w zestawieniu z ogólną liczbą ok. 202 poległych.

 


Kobieca sztafeta wolności

 

Gdy Lwów był już bezpieczny, a zagrożenie ze wschodu zażegnane, okazało się, że władze wojskowe nie potrafią znaleźć odpowiedniej formuły dla służby kobiet. Legię rozwiązano w grudniu 1921 r. To ziarnko goryczy zostało jednak szybko przełknięte przez weteranki OLK. Już dwa lata później utworzyły one Przysposobienie Wojskowe Kobiet, które w niedalekiej przyszłości miało wydać pokolenie niezłomnych działaczek podziemia niepodległościowego. I to właśnie dowództwo tegoż podziemia w pełni doceniło mężną postawę Polek, nadając im stopnie wojskowe na równi z mężczyznami.

 

W ten oto sposób zatoczyła koło historia, rozpoczęta jesienią 1918 r. na lwowskich ulicach. Jej puentą niech będzie to, że pierwsza w historii Wojska Polskiego kobieta w stopniu generała – Maria Wittek – zaczynała karierę wojskową w szeregach OLK. Ale to już zupełnie inna opowieść – pisana kobiecą dłonią, ale twardo, zdecydowanie i... bynajmniej nie przypudrowana.

 

 

 

 

 

 

 

W grudniu 1918 r. powołano do życia Ochotniczą Legię Kobiet. Był to pierwszy w historii Polski regularny kobiecy oddział pomocniczy
Choć matecznikami legionistek były Lwów i Wilno, ich działalność nie ograniczyła się li tylko do ziem kresowych

Powiązane artykuły