FacebookFacebookSzukaj

Partnerzy serwisu

Partnerzy serwisu

Dzieje polskiej przedsiębiorczości

fot. Michał Karnowski

Partnerzy serwisu

Krótki żywot Wolnego Miasta

Na początku lat 30. XX wieku w sklepach mięsnych Gdańska jednym z najbardziej chodliwych towarów była woda pozostała po gotowaniu parówek i kiełbas w lokalach gastronomicznych. W retoryce niemieckiej dominowały wtedy twierdzenia, że Polska „wysysa soki” z miasta. Jak było naprawdę?

Marcin Herman

„Najgłębszą treść gdańskiego portu przedstawiają liczby ilustrujące jego ruch towarowy. Przed wojną był on słaby. Od czasu zaś, gdyż Gdańskowi przywrócono jego dawną wolę stosunku do Polski wzmógł się bezprzykładnie: żaden z portów europejskich nie mógłby się wykazać takim ożywieniem. W porównaniu z rokiem 1913 – gdy zestawić z nim rekordowy rok 1928 – ruch okrętowy wzrósł czterokrotnie przy potrojeniu się ilości bander, co jest dowodem na to, że Gdańsk jako port polski znów, jak za dawnych królewskich swych czasów, stał się poważnym portem o międzynarodowym znaczeniu. (…) Drobny z tego (eksportu i importu towarów – MH) ułamek przypada na producenta i konsumenta z obszaru Wolnego Miasta, niewielka część tranzytem idzie przez Polskę; cały niemal ruch wywozowy i przywozowy – jak zawsze bywało – dotyczy Polski” – pisał w wydanym w 1937 roku przewodniku po Gdańsku Jan Kilarski, krajoznawca, matematyk i historyk, dziennikarz „Gazety Lwowskiej”.

Budowa quasi-państwa

 

Wolne Miasto Gdańsk formalnie powstało 15 listopada 1920 r. na mocy postanowień traktatu wersalskiego. W sensie gospodarczym należało do polskiego obszaru celnego, ale jednocześnie miało swobodę w kształtowaniu polityki finansowej, fiskalnej i podatkowej. W praktyce więc Gdańsk, będąc jednocześnie miastem portowym, stał się strefą wolnocłową, co stworzyło świetne perspektywy dla miejscowej gospodarki. Zaczął korzystać jednocześnie z położenia na styku Niemiec i Polski, dostępu do nowych rynków, napływających inwestycji. Ale choć sytuacja taka służyła gdańskiej gospodarce, nigdy nie „skonsumowała” w pełni tego atutu. Stało się tak dlatego, że w tamtych czasach, inaczej niż dziś, polityka stała przed ekonomią.

Ustalenia traktatu wersalskiego, przewidujące utworzenie Wolnego Miasta Gdańska zainteresowały mniej i bardziej poważnych inwestorów miejscowych, jak i z całej Europy.

 

W 1922 roku zwodowano pierwszy zbudowany po wojnie transatlantyk „Columbus II” dla niemieckiej filii Lloyda. W tym samym roku uruchomiono pierwsze cywilne lotnisko, pierwsza obsługiwana linia to Gdańsk-Warszawa-Lwów, potem linia Gdańsk-Królewiec-Gdańsk, a w 1923 roku w Gdańsku filię otworzył znany niemiecki producent słodyczy dr Oetker. To dobrze pokazywało nowe kierunki rozwoju i ekspansji gdańskiej gospodarki. Dzięki wsparciu Ligi Narodów, mocarstw zachodnich i zagranicznym inwestycjom rozpoczęła się rozbudowa infrastruktury telekomunikacyjnej. Od połowy lat 20. rząd niemiecki zaczął dotować budżet gdański, co przeznaczane było przez władze Wolnego Miasta w większości na politykę społeczną – rozwój kas chorych, budownictwo komunalne i socjalne, upowszechnienie edukacji itd.

 

Do 1924 roku gdańska gospodarka cieszyła się całkiem niezłą koniunkturą. W 1920 roku zarejestrowano 214 nowych spółek, a zlikwidowano 24. W 1923 roku zarejestrowano 945 spółek, a zlikwidowano 407. W następnym roku sytuacja się pogorszyła, gospodarka spowalniała przez następne 4 lata. Liczba bezrobotnych między 1924 a 1926 rokiem wzrosła z 3,2 tys. do 11 tys. w 1926 roku. Z problemem bezrobocia Gdańsk miał się zmagać aż do II wojny światowej. Ale w roku 1923 najbardziej obawiano się wzrostu cen. Galopująca inflacja zamieniła się w wyniszczającą hiperinflację, co rujnowało miasto, szerzyła się też pospolita przestępczość – przy 200 tys. mieszkańców gdańskie sądy wydały ok. 40 tysięcy wyroków skazujących, w ponad połowie za kradzieże.

 

W roku 1924 za zgodą i przy pomocy Ligi Narodów utworzony został bank centralny Wolnego Miasta Gdańska (Bank Gdański). 40 proc. jego udziałowców stanowiły polskie podmioty państwowe i prywatne, a 60 proc. – niemieckie. Bank sprawnie przeprowadził reformę walutową. Nową walutą był gulden, wart 750 mld marek, które wycofywano stopniowo z obiegu. Gulden miał sztywno określoną górną granicę emisji banknotów – 38 mln guldenów. Związane to było z polityką deflacyjną prowadzoną przez władze Gdańska, zresztą wbrew uzgodnieniom traktatu wersalskiego, które przewidywały, że waluta gdańska i polska pozostaną zintegrowane. Polska strona bezskutecznie domagała się dostosowania kursu guldena do kursu złotego (który był nieco słabszy). Stało się to dopiero w czasach nazistowskich.

 

Poprawa w gospodarce gdańskiej następowała od 1927 roku i tak było mniej więcej do roku 1931, gdy Wielki Kryzys na dobre dotarł nad Bałtyk. Pod koniec lat 20. średnie wynagrodzenie robotnicze w Gdańsku wynosiło netto 214 guldenów 66 fenigów. Koszt utrzymania pięcioosobowej rodziny wynosił zaś statystycznie średnio 211 guldenów 66 fenigów. Najlepszy był rok 1931, tuż przed gospodarczą katastrofą. W styczniu tego roku średnie wynagrodzenie było takie jak w poprzednich latach, ale ceny były niższe – średni koszt utrzymania pięcioosobowej rodziny wynosił 183 guldeny 87 fenigów.

 

Zdecydowana większość firm inwestujących na terenie Wolnego Miasta Gdańska (czyli przede wszystkim w samym Gdańsku) należała do obywateli Wolnego Miasta Gdańska, potem Niemiec i Polski. Jeśli chodzi o inwestycje z „dalszej zagranicy”, to kapitał miał następujące pochodzenie: Norwegia, Szwecja, Anglia, Holandia, USA, Francja, Szwajcaria, Belgia, Włochy, Hiszpania, Rosja (inwestycje „białych emigrantów”), a nawet Portugalia. Nadało to Gdańskowi, po wielu latach protekcjonizmu, peryferyzacji i pewnej izolacji, charakter miasta otwartego. Pod względem gospodarczym, bo pod względem politycznym, kulturowym i narodowościowym Wolne Miasto Gdańsk pozostało jednak zdominowane przez żywioł niemiecki, jeśli nie liczyć wiosek w zachodniej części terytorium WMG, których większość mieszkańców była Kaszubami.

 

Groźna konkurencja

 

Nie bez znaczenia był fakt, że Gdańsk, uzyskawszy własną quasi-państwowość, „wzbogacony” o urzędy polskie, podlegające Lidze Narodów, stał się mocnym ośrodkiem administracyjnym. Ożywił się też znacznie gdański port. Budowa Gdyni przez polskie władze nie wpłynęła znacząco na ruch w Gdańsku. Choć oczywiście port w Gdyni władze WMG i niemiecka społeczność od samego początku uważały za groźną konkurencję i na tym tle dochodziło do różnych sporów. Ogółem w gdańskim porcie przeładunki wzrosły z ok. 1,8 mln ton w 1920 roku do 8,6 mln ton w 1928 roku, a u progu wojny w gdańskim porcie przeładowano ok. 5,5 mln ton. Gdynia wyprzedziła nieznacznie Gdańsk w tonażu przeładunków dopiero w 1933 roku. Ogólnie Gdynia w latach 20. pozostawała daleko w tyle za Gdańskiem, a w latach 30. port polski i gdański notowały zbliżone wyniki. Zdecydowana większość tego ruchu towarowego szła z Polski lub do Polski.

 


Oznacza to, że porty te były wobec siebie komplementarne. Do tego stopnia, że niemieckie porty nadbałtyckie, takie jak Królewiec i Szczecin zaczęły przegrywać konkurencję z Gdańskiem i Gdynią. Mimo to, w zasadzie wszystkie liczące się niemieckie siły polityczne w Gdańsku od samego początku kontestowały, tak jak politycy w Niemczech, ustalenia traktatu wersalskiego. Antypolska retoryka była na porządku dziennym, w mniejszym lub większym natężeniu w różnych okresach. Poglądy te oczywiście podzielała zdecydowana większość obywateli Wolnego Miasta Gdańska (mniejszości polskiej na jego obszarze było według różnych szacunków od 5 do 13 proc.). Niemal każda sprawa wymagająca współpracy czy uzgodnień ze stroną polską była problemowa. Gdańscy Niemcy w większości przekonani byli, że związki gospodarcze z Polską to przede wszystkim zagrożenie dla niemieckiego charakteru miasta, dopiero w dalszej kolejności szansa na jego rozwój. Zwłaszcza, że większość gdańszczan albo z dużym opóźnieniem, albo na krótko, albo nigdy nie odczuła w swojej kieszeni owoców rozwoju. Mimo to, jeśli chodzi o relacje osobiste i biznesowe, lata 20. to okres, gdy relacje między Niemcami i mniejszością polską w Gdańsku układały się co najmniej poprawnie.

 

Polska wysysa soki

 

W latach 20. w Gdańsku rządzili socjaldemokraci, ich wizje rozwoju urbanistycznego zgodne były z ówcześnie panującymi w Europie i USA trendami. Promowali modernistyczną, funkcjonalną architekturę nastawioną na zaspokojenie „głodu mieszkań” i spełnienie potrzeb nowoczesnego człowieka. Gdańsk miał być jednocześnie „miastem – ogrodem” i w dużym stopniu zostało to urzeczywistnione. Gdy ogląda się zdjęcia lotnicze z końca lat 20. i lat 30., widać, że przy nowoczesnych kamienicach i blokach sporo przestrzeni zajmują ogródki, w których mieszkańcy hodowali na własne potrzeby, a czasem (zwłaszcza w dobie kryzysu) na handel, owoce i warzywa. W realizowanej strategii rozwoju „wielkiego Gdańska” zakładano też wyburzenie większości zabudowy historycznego centrum Gdańska i budowę w tym miejscu nowoczesnej architektury.



Plany te pokrzyżował Wielki Kryzys. W Gdańsku ponownie wzrosło bezrobocie, a średnia pensja spadła w ciągu niemal paru miesięcy do ok. 120-130 guldenów netto, co absolutnie nie wystarczało na utrzymanie rodziny. Rozbudzone pod koniec lat 20. aspiracje finansowe i bytowe nie mogły zostać zaspokojone, wprost przeciwnie, wielu mieszkańców Gdańska, tak jak to było zresztą na całym świecie, spadło na skraj nędzy. W znanej książce Brunona Zwarry, gdańskiego Polaka „Wspomnienia gdańskiego bówki”, która do dziś pozostaje najbardziej wyczerpującym zapisem tamtej epoki w Gdańsku, można przeczytać, że na początku lat 30. w sklepach mięsnych w Gdańsku jednym z najbardziej chodliwych towarów była woda pozostała po gotowaniu parówek i kiełbas w lokalach gastronomicznych. Taka degradacja była podłożem szybkiego wzrostu popularności partii nazistowskiej w Gdańsku. To w tym okresie zaczęły się też represje wobec ludności polskiej – od napadów na Polaków i wybijania szyb w polskich sklepach przez nazistowskie bojówki do pierwszych administracyjnych ograniczeń w zatrudnianiu polskich pracowników w gdańskich spółkach. W retoryce niemieckiej – nie tylko idącej po władzę NSDAP, ale też narodowej prawicy – dominowały twierdzenia, że Polska „wysysa soki” z Gdańska. Apogeum złych relacji z Polską przypadło na rok 1932.

 

Głowa państwa

Rządy nazistów, którzy przejęli władzę w 1933 roku, paradoksalnie przez pierwsze lata doprowadziły do odprężenia w stosunkach z Polską. Narodowi socjaliści skupili się na gospodarce, prześladowaniu nielicznej mniejszości żydowskiej i likwidacji resztek demokracji w Wolnym Mieście Gdańsku. Relacje polsko-gdańskie aż do 1938 roku były najlepsze od I wojny światowej, co nie zmienia faktu, że prześladowani byli polscy politycy, działacze i stowarzyszenia, tak jak prześladowane były wszystkie inne instytucje polityczne i społeczne na terenie WMG niezależne od nazistów.

 

Pod rządami NSDAP sytuacja gospodarcza w Gdańsku stopniowo się poprawiała. W dużej mierze było to efektem ogólnej poprawy koniunktury światowej. Gdański przemysł zyskał też nowe niemieckie zamówienia, głównie na potrzeby wojska. Jednocześnie władze Gdańska dbały o utrzymanie dobrych relacji gospodarczych z Polską. Zatrudnienie w przemyśle do 1938 roku wzrosło ponad dwukrotnie, a na przykład w gastronomii o 40 procent. Ogółem od roku 1932 do 1938 średnia liczba zarejestrowanych bezrobotnych spadła z 25 tys. do 2,9 tys. Do tego, wzorem większości krajów świata, wprowadzano programy stymulujące gospodarkę i zwiększające zatrudnienie, takie jak plan robót publicznych, preferencje podatkowe dla firm na zatrudnianie nowych pracowników, rozbudowa biurokracji powiązanej z NSDAP i bezpośrednie inwestycje w budownictwo mieszkaniowe. Pod tym względem w latach 30. kontynuowano rozbudowę mieszkań socjalnych i komunalnych oraz wsparcie dla firm i spółdzielni inwestujących w branży.

 

Jednak taka polityka doprowadziła też do tego, że w lipcu 1935 trzeba było dokonać dewaluacji guldena, i to aż o 42,3 proc. Znacznie pogorszyła się sytuacja bytowa rodzin robotniczych, ale dewaluacja pomogła naprawić finanse publiczne Wolnego Miasta i wyjść wielu firmom z tarapatów finansowych. Sytuacja znowu zaczęła się więc poprawiać pod koniec 1936 roku.

 

13 marca 1938 r. Niemcy proklamowały wcielenie Austrii do Rzeszy. Po upokorzeniu Zachodu, Hitler uznał, iż najwyższy czas podporządkować sobie Polskę. Niemcy żądały przyłączenia Wolnego Miasta Gdańska do Niemiec i budowy eksterytorialnej autostrady przez Pomorze. Władzę w Wolnym Mieście Gdańsku przejęła NSDAP, co nasiliło hitleryzację miasta, forsowaną m. in. przez czołowego działacza narodowosocjalistycznego Alberta Forstera. 23 sierpnia 1939 gdański Senat wydał dekret o mianowaniu Forstera „głową państwa”. Było to jawne pogwałcenie konstytucji WMG. Sprawa aneksji Wolnego Miasta Gdańska, obok konfliktu wokół tzw. korytarza polskiego, stała się głównym pretekstem do napaści Niemiec na Polskę i rozpoczęcia II wojny światowej.