FacebookFacebookSzukaj

Partnerzy serwisu

Partnerzy serwisu

Międzywojnie

Konserwatystów warszawskich wizja niepodległej Polski

Polska odrodzona w 1918 r. była budowana na imponującym dorobku rodzimej myśli filozoficznej i politycznej. Trzeba ją przypominać, wracać do niej i z niej korzystać

Maciej Gloger

Spośród obozów politycznych, których działania przybliżyły odzyskanie niepodległości w 1918 r., najczęściej wymienia się narodowych demokratów Romana Dmowskiego i socjalistów Józefa Piłsudskiego. Warto też jednak pamiętać o środowiskach, których działania miały charakter nieco mniej spektakularny, jednak równie istotny dla przygotowania fundamentów instytucjonalnych i wiązań społeczno-obywatelskich pod przyszłe państwo. Jednym z takich zapomnianych i pomijanych przy kolejnych rocznicach stronnictw są konserwatyści warszawscy, którzy zawiązali się wokół czasopisma „Niwa” w 1876 r., a także wokół założonego w 1882 r. dziennika „Słowo”.

 

Pozytywizm po nowemu

 

W 1876 r. „Niwa” zmieniła profil ideowy z pozytywistyczno-postępowego na bardziej zachowawczy i ziemiański. Nie oznaczało to jednak, że jego redaktorzy zerwali z programem pracy organicznej i skupili się wyłącznie na interesach warstwy ziemiańskiej, szlacheckiej, jak to wówczas oceniał zbyt pochopnie Bolesław Prus. Notabene redaktorem naczelnym pisma był przyjaciel i powiernik pisarza z lat młodzieńczych Mścisław Godlewski. „Niwa” odwoływała się często do etyki organicystycznej, tak ważnej dla pozytywizmu, a potem dla pokolenia narodowców, ale nadawała tej idei społecznej charakteru bardziej duchowego. Kładła nacisk na działania jednostek dążących świadomie do solidarnego współdziałania z organizmem społecznym o wspólnych korzeniach historycznych i cywilizacyjnych.

 

 Młodokonserwatyści wypracowali bardzo spójną ideologię, która także miała charakter pozytywistyczny, ścisły, a zwłaszcza organicznikowski. Był to jednak pozytywizm łączący poszanowanie dla zdobyczy naukowych z etyką katolicką, z wpływami szeroko rozumianego idealizmu, wyważonym traktowaniem tradycji, dbałością o to, aby doktryna naukowa przekładała się na praktykę społeczną, a nie skupiała na polemikach światopoglądowych oraz nie stawała się narzędziem jałowej szermierki publicystycznej. Nauki nie traktowali na sposób fetyszystyczny i fideistyczny, co nierzadko przytrafiało się młodym pozytywistom warszawskim zapatrzonym w zachodnie teorie, ale praktyczny, użytkowy.

 

Organicyzm państwowy i społeczny publicyści „Niwy” opierali na myśli filozofów narodowych, takich jak August Cieszkowski, oraz klasyków i koryfeuszy europejskiej myśli politycznej, zarówno starożytnych (Platon, Arystoteles), średniowiecznych (św. Tomasz), nowożytnych (Hobbes, Machiavelli, Monteskiusz, Vico), jak i na wskroś nowoczesnych (Taine, Tocqveville, von Mohl). Byli więc piszący do „Niwy” krzewicielami nowoczesnej myśli politycznej.

 

Przeciw modernizmowi na siłę

 

Można dostrzec wiele analogii między ówczesnym sporem, jaki prowadzili młodzi konserwatyści z pozytywistami, a obecną sytuacją społeczną. Spór ów był impulsem do rozwoju ważkiej refleksji nad negatywami pośpiesznej modernizacji, czyli – jak niedawno nazwał tę polską przypadłość Zdzisław Krasnodębski – tzw. modernizacji imitacyjnej czy nowoczesności niewczesnej. Zapał nowatorów do nowinek takich obecnie jak ideologia gender, wynika – dowodzono – z kompleksów zapóźnienia oraz wstydu z przynależności do odbiegającej od zachodnich norm wspólnoty narodowej. W poczuciu młodego wyznawcy postępu kompensuje to owe uczucia wstydu i zaściankowości.

 

Podstawowe podobieństwo między postawą pozytywistycznych i współczesnych postępowców polegałoby więc na przekonaniu, że wszelkie kwestie światopoglądowe, ustrojowe, metodologiczne zostały już rozstrzygnięte na Zachodzie i jedyne, co nam pozostaje, to wcielić je w życie na rodzimym gruncie, nie zważając na zastane tradycję i specyfikę rozwoju społecznego, historycznego, państwowego. Zastany potencjał postrzegany jest często jako zbędny balast, nawet jako zagrożenie powrotu i podstawa rozszerzania się najstraszniejszych zjawisk (szowinizmu, ksenofobii, nietolerancji, antysemityzmu etc.), nigdy zaś jako atut lub wartość.

 

Młodzi konserwatyści wobec przejawów pozytywistycznej arogancji modernizacyjnej zaczęli zwracać uwagę, że postponowana tradycja jest istotnym kapitałem społecznym. A społeczeństwo polskie, zarówno w XIX w., jak i po 1989 r., to społeczeństwo opierające się na wartościach chrześcijańskich i patriotyczno-historycznych, co należało uznać nie za zagrożenie, tamę dla postępu, lecz wartość i źródło społecznej energii, co wszak nie miało oznaczać rezygnacji ze zdobyczy myśli naukowej i filozoficznej.

 

Konserwatyści warszawscy rozpoczęli więc dyskusję nad zjawiskami świata postępującej modernizacji, zjawiskami, które trwają do dziś. Tak więc konsumpcjonizm i władza pieniądza zastępująca ludzkie relacje, desakralizacja idąca w parze z wojującym ateizmem odwołującym się często do profanacji, kompensowanie wykruszania się chrześcijaństwa nawrotami ezoteryzmu i różnych postaci irracjonalizmu (moda na sekty, okultyzm),  poczucie rozpadu wspólnoty i atomizm społeczny, kruszenie się tożsamości narodowych, atak na rodzinę jako tradycyjną instytucję, radykalna emancypacja przybierająca postać unieszczęśliwiającego kobiety feminizmu, narastanie tendencji totalitarnych w szacie haseł tolerancji i obrony mniejszości, to zjawiska, które konserwatyzm warszawski wyraziście sygnalizował i omawiał w znakomitej publicystyce od lat 70. XIX w.

 

Myśl antyutopijna

 

Środowisko młodokonserwatywne tworzyły tak znaczące postacie polskiej kultury, jak Henryk Sienkiewicz, Teodor Jeske-Choiński, Marian Zdziechowski. Później dołączył do grupy Wincenty Kosiakiewicz – znakomity teoretyk i propagator nowoczesnego konserwatyzmu. Koniecznie trzeba wymienić też wybitnego konstytucjonalistę i politologa Aleksandra Rembowskiego, jednego z pierwszych na polskim gruncie krytyków utopijnego myślenia socjalistów i popularyzatora antyutopijnego dzieła Eugena Richtera „Obrazy socjalistycznej przyszłości” (1891). Była to książka profetyczna, wyprzedzająca XX-wieczne antyutopie Georga Orwella, pisane wszak już po rewolucji bolszewickiej i doświadczeniach komunizmu.

 

Rembowski w swym studium przywołuje postać Gabriela Foigny (1630–1692), mnicha i awanturnika ściganego za rozpustę, autora seksualnej utopii umieszczonej na kontynencie australijskim, z której możemy się dowiedzieć wiele o zaletach hermafrodytyzmu.  Przyznawanie się do jednej konkretnej płci uchodzi tam za ułomność. Rembowski mimowolnie w ten sposób przewidywał dzisiejszych ideologów spod znaku gender  i pokazywał źródła współczesnego liberalizmu seksualnego, wiodącego do zniewolenia istoty ludzkiej i zniszczenia rodziny, co opisuje „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya.

 

Trzeba dziś też docenić także przenikliwość polskiego autora antyutopijnego utworu, mianowicie Jeske-Choińskiego. Jego powieść „Po czerwonym zwycięstwie. Obraz przyszłości” (1909), wznawiano jeszcze w drugim obiegu w latach 80. XX w. na równi z „Folwarkiem zwierzęcym” Orwella.

 

Pierwsi ostrzegali przed komunizmem

 

Na łamach „Niwy” pojawiały się pierwsze sugestywne ostrzeżenia przed sposobami myślenia i propozycjami reform komunistycznych, które ludzkość doprowadzą do gułagów. W czasach, gdy pozytywiści często na równi z socjalistami upajali się utopijnymi wizjami przyszłości, konserwatyści ukazywali „korzenie totalitaryzmu”, jakie tkwią w utopijnych wizjach nowego świata. W ten sposób ubezpieczano polskie społeczeństwo przed narastającymi wpływami ideologii komunistycznej.

 

W przeczuciu zagrożenia komunistycznego młodokonserwatyści zabiegali o jak najszybsze wytworzenie w Polsce klasy średniej – ostoi tożsamości narodowej i gwaranta wolności, a więc warstwy, której najbardziej obawiają się marksistowscy ideolodzy po dziś dzień. W 1882 r. napisano: „drobni właściciele to zaiste wielka siła ekonomiczna i narodowa. Oni to są jak drobne krzaczki, opierające się wytrwale najsilniejszym wiatrom i burzom przewrotów społecznych. Dąb runie pod uderzeniem piorunu, sosna złamie się od wichru, ale drobny niepozorny krzak trzyma się silnie ziemi, zapuszcza korzenie coraz głębiej, wzrasta i umacnia się”. Zygmunt Gloger zaś dodawał: „Oni najlepiej utrzymują równowagę pojęć i sądów społecznych, za bogaci, żeby wspierali komunizm i mnożyli proletariat, za ubodzy do tworzenia oligarchii; dość zamożni, żeby mogli dawać pewne wykształcenie swoim dzieciom, prenumerować pisma, kupić pożyteczną książkę – za ubodzy do podróżomanii”.

 

Czytając dziś na nowo publicystykę neokonserwatystów warszawskich, odnieść można wrażenie, że dorobek tego środowiska jest jednym z najmniej rozpoznanych i zarazem jednym z najcenniejszych fragmentów polskiej myśli społecznej i politycznej. Ta spuścizna uchroniła nas w konsekwencji przed ekspansją bolszewicką oraz pozwoliła przetrwać polskiej tożsamości tragiczne lata XX w.

 

Proroczo o prasie

 

Nadzwyczaj ważnym impulsem dla polskiej myśli konserwatywnej, stanowiącym zarazem zaporę dla demagogii rewolucyjno-nihilistycznej, była też społeczna nauka Kościoła i encyklika Leona XIII „Rerum novarum” z 1891 r. Często wspominaną postacią był biskup Moguncji Wilhelm Emanuel von Ketteler (1811–1877), przedstawiciel katolickiego pozytywizmu, opiekun i teoretyk zrzeszeń robotniczych, przeciwstawiających się marksistowskiej propagandzie.

 

Wyzwaniem były także zjawiska związane z rodzącymi się wówczas mediami masowymi, problemem prawdy w prasie i uzależnieniem mediów od  społecznych czy rządowych grup nacisku. Wpływem fuzji kapitału, mediów (wielka prasa) i polityków na europejską opinię publiczną zajął się na łamach „Słowa” np. wybitny historyk kultury Kazimierz Chłędowski w artykule „Zatarg pomiędzy europejską prasą a opinią”. Podkreślał, że prasa niemiecka ustala złe standardy. Prasa jest potężnym narzędziem w rękach silnych narodów i kapitału. Przyglądając się obecnej cenzurze i poprawności politycznej choćby współczesnych Niemiec czy niemieckich mediów w Polsce, nie sposób się nadziwić aktualności tych spostrzeżeń.

 

W 1917 r. Wincenty Kosiakiewicz wydał swoje wykłady „Prasa jako organ życia publicznego”, które do dziś zachowują aktualność. Pisał tam o nowoczesnej, rodzącej się Polsce, którą mamy szansę po raz kolejny budować: „Społeczeństwo nowożytne wyobrażam sobie w zasa­dzie, a przynajmniej w ideale, jako związek narodu z państwem, jako naród zorganizowany w państwo. Dwa te elementy przenikają się na całej przestrze­ni publicznego życia, nie tracąc nigdy każdy cech wła­snych. Cechą elementu narodowego jest wolność. Jego ce­lem najbliższym twórczość. Cechą elementu państwowego jest reguła. Jego środkiem własnym przymus. Jego celem najbliższym porządek. Organami narodowymi są: wolne związki, wolne uniwersytety, a przed wszystkimi innymi reprezentacja narodowa i prasa” .

 

*

 

Konserwatyzm publicystów „Niwy” i „Słowa” okazywał się postawą postępową, żywotną intelektualnie, bo precyzyjnie i natychmiastowo reagującą na wszelkie uproszczenia, automatyzmy, sztampy myślenia postępowego, które wszak szybciej i częściej niż postawy konserwatywne ulega rutynie i skostnieniu, także w swoistej nowomowie. Był to oryginalny sposób myślenia otwierający Polakom oczy na istotne mechanizmy rzeczywistości i prowadzący nierzadko do optymalnych rozwiązań, co można docenić zwłaszcza z perspektywy obecnej. Ich studia zaskakują profetyzmem i aktualnością, stąd koniecznie musimy do nich powrócić, aby lepiej zrozumieć swoją współczesność.

 

Młodzi konserwatyści zaczęli zwracać uwagę, że postponowana tradycja jest istotnym kapitałem społecznym
Konserwatyzm publicystów „Niwy” i „Słowa” okazywał się postawą postępową, żywotną intelektualnie, bo precyzyjnie i natychmiastowo reagującą na wszelkie uproszczenia, automatyzmy, sztampy myślenia postępowego

Powiązane artykuły