FacebookFacebookSzukaj

Partnerzy serwisu

Partnerzy serwisu

Dzieje polskiej przedsiębiorczości

fot. Michał Karnowski

Partnerzy serwisu

Dwa skrzydła Kruka

Ta sama nazwa, ta sama branża, ale odmienna strategia biznesu. W. Kruk, jedna ze spółek Vistula Group, kusi bogatego i wymagającego klienta. Natomiast firma Ania Kruk – to świadomość tradycji, ale i chęć wyjścia poza jubilerski szablon

Małgorzata Dygas

Firma W. Kruk to najstarsza polska marka jubilerska. Jej historia zaczęła się w 1840 r., kiedy to złotnik Leon Skrzetuski otworzył w Poznaniu, przy ul. Wodnej 12 warsztat, w którym wyrabiał przede wszystkim przedmioty liturgiczne na zamówienie dworów i kościołów.

 

Po blisko pół wieku, w 1887 r. warsztat rzemiosła jubilerskiego przypadł siostrzeńcowi protoplasty Władysławowi Krukowi, który przeobraził niewielką manufakturę w reprezentacyjny punkt, dziś powiedzielibyśmy – salon jubilerski. Niecałe 10 lat później, w 1896 r. otworzył pierwszy salon firmowy z szyldem W. Kruk (od tego czasu nadal istnieje to samo logo). Mieścił się on w ówczesnym centrum handlowym Poznania, czyli w Hotelu Rzymskim przy ul. Wilhelmowskiej. Władysław Kruk chcąc dotrzeć do szerokiej rzeszy klientów, po raz pierwszy w Poznaniu wydał bogato ilustrowany katalog, zawierający ofertę naczyń liturgicznych i biżuterii.

 

Walec historii

 

W 1927 r. firma W. Kruk została przez ojca Władysława Kruka przekazana synowi Henrykowi. Wykształcony w jubilerskim fachu i zaznajomiony z know-how młody spadkobierca wprowadził do oferty nowe wzornictwo oraz postawił na produkcję ekskluzywnej, drogiej biżuterii ze złota i platyny, którą zdobiono szlachetnymi kamieniami. Nowy właściciel postawił na bogatszych klientów; dla tej grupy w 1936 r. wprowadził do swoich salonów szwajcarskie zegarki renomowanych marek np. Omega czy Longines.

 

Henryk Kruk był nie tylko wybitnym jubilerem, ale także polskim patriotą. W historii gospodarczej zapisał się tym, że po agresji Niemiec nie podpisał volkslisty, przez co jego złoty biznes przeszedł pod niemiecki nadzór komisaryczny podczas okupacji. W 1939 r. Henryk Kruk został uwięziony przez władze okupacyjne. Po roku więzienia uwolniony oraz zmuszony do opuszczenia rodzinnego Poznania. Jubiler zamieszkał w Warszawie i tutaj rozpoczął działalność jako rzeczoznawca.

 

Po zakończeniu II wojny światowej Henryk Kruk powrócił do Poznania, gdzie rozpoczął odbudowę rodzinnej firmy. Wkrótce jednak znów polityka zaważyła na jego planach biznesowych. Władze komunistyczne wszczęły „bitwę o handel” (1946–1949), która miała skutecznie eliminować z rynku prywatne firmy. Henryk Kruk utracił swój sklep z szyldem „W. Kruk”. Zaczął chałupniczą wręcz produkcję w piwnicy i tak trwało do początku lat 70. W najtrudniejszym momencie swojej działalności zatrudniał tylko jedną osobę i był zmuszony zarabiać na produkcji biżuterii z plastiku.

 

Czwarty i bursztyn

 

W 1974 r. Henryk Kruk wycofał się z prowadzenia firmy, a do kontynuacji tradycji jubilerstwa Kruków włączył się syn – Wojciech Kruk, przedstawiciel czwartego pokolenia rodzinnego biznesu. Czasy się zmieniły, bo po siermiężnych latach „gomułkowskiej” PRL, w 1971 r. nowy I sekretarz KC PZPR Edward Gierek rzucił hasło, by „Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej”, dając przyzwolenie na konsumpcyjną liberalizację realnego socjalizmu. Po blisko 30 latach przerwy firma Kruk znów otworzyła w Poznaniu sklep z biżuterią. Wojciech zdynamizował działalność firmy: wprowadził nowe technologie, a także rozszerzył asortyment o biżuterię z polskim bursztynem. W latach 70. tych XX w. duży popyt na wyroby rodzinnej, polskiej marki przyczynił się do szybkiego rozwoju eksportu, który wygenerował kapitał niezbędny do rozwoju firmy.

 

W latach świetności (lata 70. i 80. XX w.) pobyt chyba każdego z tysięcy cudzoziemców obecnych podczas Targów Poznańskich kończył się u Kruka. Pod sklepem W. Kruk stało więcej cinkciarzy niż pod Peweksem. Wymieniali dolary na złotówki cudzoziemcom, którzy chcieli kupić niepowtarzalną biżuterię.

 

W tamtych latach firma kojarzyła się z wyjątkowym luksusem, np. zegarek wysadzany brylantami kosztował u salonie Kruka prawie 130 tys. zł. Trafiały się i rarytasy za 200 tys. zł, jednak nawet w czasach prosperity większość transakcji opiewała na kilkaset złotych. Było to zgodne z zamierzeniami właściciela – Wojciechowi Krukowi zależało także na mniej zamożnych klientach, dywersyfikacji i stabilności przychodów firmy.

 

Po 1989 r., wraz ze zmianą ustroju gospodarczego, w Polsce rozpoczął się etap dynamicznego rozwoju firmy W. Kruk. Jego symbolem stało się otwarcie salonu jubilerskiego przy ul. Paderewskiego w Poznaniu – zalążka przyszłej ogólnopolskiej sieci salonów o tej nazwie. W 1990 r. Wojciech Kruk znalazł się po raz pierwszy na liście najbogatszych Polaków – zajmował 41. miejsce. Stworzył najbardziej rozpoznawalną markę biżuterii w Polsce z kilkudziesięcioma salonami w całej Polsce. Charakterystyczna anegdota mówi, że w połowie lat 90. był w Poznaniu prezydent Aleksander Kwaśniewski, a było to w dniu imienin jego małżonki, więc odwiedził salon W. Kruk i wyszedł ze złotym pierścionkiem na prezent.

 

Giełdowe blaski i cienie

 

Wojciech Kruk chciał stworzyć pierwszą w Polsce luksusową markę, postawić na bardziej dynamiczny rozwój. A to wymaga kapitału. W 1993 r. przekonał do swojego biznesu Polsko-Amerykański Fundusz Przedsiębiorczości. Także w tym czasie zarząd W. Kruk zdecydował się na przejęcie pracowni jubilerskiej Rytosztuka, a w 2000 r. W. Kruk przejął włoską firmę ekskluzywnej odzieży Deni Cler.

 

Wojciech Kruk poszedł za ciosem – wprowadził swój „klejnot” na parkiet warszawskiej GPW. Debiut akcji W. Kruk S.A. odbył się w 2002 r. Niecałe dwa lata później zarząd W. Kruk podpisał prestiżowy kontrakt, który zapewnił polskiej firmie wyłączność na dystrybucję w Polsce szwajcarskich zegarków elitarnej i prestiżowej firmy Rolex. Wojciech Kruk zarobił na akcjach notowanych na GPW, ale zarazem musiał oddać część kontroli nad spółką innym akcjonariuszom.

 

Czy wrogie przejęcie?

 

Zmiana właściciela jubilerskiej firmy W. Kruk obrosła już legendą. Esencja operacji tkwi w zapisie: „(…) Połączenie odbyło się na podstawie art. 492 §1 punkt 1 KSH (połączenie przez przejęcie) poprzez przeniesienie całego majątku spółki przejmowanej na rzecz spółki przejmującej w zamian za akcje, które spółka przejmująca wydaje dotychczasowym akcjonariuszom spółki przejmowanej. Uchwała w sprawie połączenia Emitenta ze spółką W. Kruk S.A. została podjęta przez Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Emitenta w dniu 26 listopada 2008 roku”.

 

Do użycia takiego scenariusza przyczynił się jeden z ówczesnych biznesmenów Rafał Bauer, który otworzył przed inwestorami wizję stworzenia z Vistuli, Wólczanki i W. Kruk luksusowego domu mody. Ta koncepcja nie była zgodna z tradycją i rozwojem rodzinnej firmy jubilerskiej Kruków. Wojciech Kruk, 28 maja 2008 r. , na niemal pół roku przed przejęciem przez Vistula & Wólczanka akcji spółki oświadczył: że „po wszechstronnej analizie postanawia zredukować swoje zaangażowanie w spółce W. Kruk S.A. i zbył ponad 3,5 mln akcji spółki za 87 mln zł”.

 

Czym była spowodowana decyzja Wojciecha Kruka trudno dziś rozstrzygnąć, istotne, że nastąpiła refleksja, ale po czasie… „Jestem za odłączeniem W. Kruk S.A. od Vistuli. (…) To był nieudany mariaż, który może się źle dla Kruka skończyć. Vistula jest zadłużona, zarządzana przez ludzi, którzy nie znają specyfiki jubilerstwa, a pieniądze z Kruka utrzymują inne marki. Jestem wszystkim zdegustowany” – powiedział mediom Wojciech Kruk.

 

Wojciech Kruk znalazł sprzymierzeńca dla swojego pomysłu odzyskania sterowania strategią spółki W. Kruk w postaci Paradise Group prowadzącej w Polsce butiki luksusowych marek, m.in.: Hugo Boss, Burberry. Okazało się, że Vistula obciążona kredytem na przejęcie W. Kruka ma wiele wewnętrznych problemów, ale współpraca z nowym sojusznikiem nie układała się tak, jak sobie na początku wyobrażano. Ostatecznie Wojciech Kruk został odsunięty od jakichkolwiek decyzji w firmie, a 10 kwietnia 2012 r. ustąpił z funkcji wiceprzewodniczącego oraz członka rady nadzorczej Vistula Group.

 

A właściciel Paradise Group miał na koniec pierwszego półrocza 2017 r. ponad 11 proc. akcji spółki Vistula Group, będącej właścicielem 100 proc. udziałów firmy z jubilerskim rodowodem W. Kruk. Niecałe siedem lat od przejęcia firmy, 31 marca 2015 r. cała działalność jubilerska firmy została przeniesiona do spółki zależnej od Vistula Group S.A. – W. Kruk S.A. z siedzibą w Krakowie.

 

Spadkobierca loga W. Kruk – Vistula Group – zarabia na marce W. Kruk, która generuje istotne wolumeny sprzedaży, marży oraz wyniku operacyjnego dla akcjonariusza. Skonsolidowany zysk Grupy jest generowany w dużej mierze przez spółkę W. Kruk S.A.

 

Ale od 2011 r. działała na polskim rynku nowa rodzinna marka jubilerska rodziny Kruków – Ania Kruk prowadzona przez piąte pokolenie jubilerów z Poznania.

 

Ania ze złotego Imperium

 

„Wiem, że mogłem się zachować o wiele rozsądniej. Ale to już zamknięty rozdział” – zwierzył się swego czasu dziennikarzom Wojciech Kruk senior. Bo to u jego dzieci odezwał się gen tradycji. Zresztą Wojciech wiedział to przed urodzeniem syna, że będzie on dziedzicem spuścizny W. Kruk i stąd imię na literę W. Córka, Anna Kruk miała inne plany, gdy miała 25 lat była już ustawiona zawodowo i życiowo. Urządziła się w Barcelonie z narzeczonym, skończyła prestiżowe studia. Ale kiedy rodzina znalazła się tarapatach wróciła do Poznania. Oboje z bratem znali jubilerski biznes od podszewki. Anna pracowała w dziale projektowym „starej firmy” jeszcze jako studentka wzornictwa przemysłowego. Wojciech jr w rodzinnej firmie przeszedł przez wszystkie stanowiska. Był sprzedawcą, marketingowcem, zajmował się finansami i administracją.

 

Młodzi Ania i Wojciech Krukowie postanowili, że ocalą przynajmniej część tradycji firmy, która powstała w 1840 r., i podjęli decyzję, że na nowo stworzą jubilerski biznes Kruków. W powstanie marki Ania Kruk Krukowie zainwestowali rodzinny kapitał. Wojciech senior udostępnił jubilerskie know-how i kontakty z rzemieślnikami oraz producentami. Z założenia nie miała to być konkurencja dla istniejącej sieci salonów „starego” Kruka. „W wyniku niezależnych od nas działań marka z naszym nazwiskiem oddaliła się od rodziny. Założyliśmy więc nową, niekonkurencyjną, bo to inny klient i inna półka cenowa” – powtarza w wielu wywiadach Anna Kruk. „Od zawsze byłam wychowywana w duchu, że W. Kruk to my, a bez naszej rodziny firma nie może istnieć. Odkąd W. Kruk stał się częścią Vistula Group zatraciła ona charakter firmy prowadzonej z osobistym zaangażowaniem właścicieli. Oprócz szyldu z nazwiskiem niewiele ma z nami wspólnego” – powiedziała w jednym z wywiadów.

 

Powstała w 2011 r. nowa rodzinna marka nie sprzedaje zegarków, nie ma brylantów, nawet srebra ma niewiele. Wymyślili, że stworzą nową markę popularnej biżuterii modowej, konkurencyjną cenowo, oferując biżuterię ze złota i srebra, a także materiałów niekonwencjonalnych, jak mosiądz, żywica, szkło czy stal. Na uruchomienie firmy, jak ujawnił w 2014 r. mediom Wojciech Kruk jr, wydano „w sumie 8 mln zł. W większości to koszt utrzymania butików w centrach handlowych oraz wkład produktowy”.

 

Wojciech jr odpowiada za biznesowy koncept. Ania jest główną projektantką i dyrektor kreatywną marki – uczestniczy w całym procesie tworzenia kolekcji: od koncepcji, wyboru materiałów, poprzez projektowanie i przygotowanie prototypów, aż po produkcję biżuterii. Wyznacza również linię działań wizerunkowych i marketingowych marki.

 

„Klepanie złotka”

 

Podczas jednej z wizyt w Galerii Mokotów w 2014 r. uwagę katarskiego szejka przykuła biżuteria wystawiona w butiku Ania Kruk. Pewnego dnia zjawił się u Wojciecha i Anny Kruków z biznesową propozycją. Pomysł ekspansji na Bliski Wschód spodobał się młodym właścicielom firmy Kruk, którzy zdawali sobie sprawę jednak, że wyjście za granicę będzie dla nie lada wyzwaniem. Mimo zainteresowania obu stron wejściem marki Ania Kruk do Kataru negocjacje trwały ponad rok – nastąpiło to w 2016 r. Dziś butik Ania Kruk w Katarze ma znacznie większe obroty niż jakikolwiek inny butik tej marki w Polsce, a firma pracuje nad otwarciem kolejnego salonu w Katarze.

 

Obecnie Ania Kruk zatrudnia prawie 80 osób w firmie i zleca produkcję trzem fabrykom – a raczej manufakturom, gdzie jak mówią starzy rzemieślnicy „klepie się złotko”. Symboliczne, że Wojciech Kruk senior podczas jednego z wykładów o historii rodzinnej firmy, kiedy doszedł do najnowszych wydarzeń, przekazał mikrofon córce i synowi.

 

Pięć pokoleń, ponad 170 lat tradycji – dziś liczy się rodzinny gen przetrwania, który odżył w Annie i Wojciechu jr. Ich dziadek Henryk, żyjący w burzliwych czasach okupacji i komuny dwukrotnie zaczynał biznes od zera. Czy dzieciom poznańskiego jubilera uda się dopisać kolejne kilkadziesiąt lat do historii rodzinnej firmy?

 

 

 

Źródła: strony www: Ania Kruk; Vistula Group; sprawozdania finansowe; „Ochrona przed wrogim przejęciem” Bogdan Nogalski, Marek Szymański; informacje podane przez spółki; Harvard Bussines; www.newseria.pl