FacebookFacebookSzukaj

Partnerzy serwisu

Partnerzy serwisu

fot. Michał Karpowicz
D-Day na Helu

Współczesność

D-Day Hel

Już dwunasty raz grupa pasjonatów rekonstrukcji historycznych organizuje na ulicach, w lasach i na plażach miasta Hel inscenizacje wydarzeń, które przeszły do historii jako lądowanie w Normandii

Michał Karpowicz

Usłyszawszy to zdanie, można sobie wyobrazić kilku ubranych w mundury zapaleńców, którzy biegają z karabinami, strzelając do siebie. Nic bardziej mylnego! D-Day Hel, bo pod taką nazwą impreza urządzana jest na krańcu półwyspu, to poważne przedsięwzięcie angażujące dobrze ponad setkę osób oraz kilkadziesiąt autentycznych i – co ważne – sprawnych pojazdów wojskowych z epoki. Jest tam sprzęt i niemiecki, i aliancki, a na ulicach można zobaczyć mundury zarówno Wehrmachtu, jak amerykańskie, kanadyjskie, brytyjskie i oczywiście Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.

 

Rzuca się w oczy niezwykła dbałość o szczegóły. Rekonstruktorzy noszą mundury kompletne, właściwe dla 1944 r. Pojazdy wojskowe wystawione do oglądania zaopatrzone są w tablice ze szczegółowym opisem. A że w samym mieście nie ma tak dużego terenu, by je ciekawie wyeksponować – parkują na polanie przed wjazdem do Helu. Wystawa zaaranżowana przez Fundację Ochrony Zabytków Techniki Militarnej prezentuje zbiory prywatnego Muzeum Broni Pancernej i Militariów z Bielska-Białej, którego właścicielem jest Rafał Bier, spiritus movens i główny dziś organizator całego D-Day Hel. Przyciąga chętnych już od maja, a zwija się dopiero z końcem września. Sądząc z liczby odwiedzających, stała się jedną z głównych atrakcji o zasięgu nie tylko lokalnym.

 

Dzień Wojska Polskiego

 

– Do pokazania się na Helu z moją kolekcją zostałem zaproszony w 2007 r., bo wcześniej organizowałem Operację Południe w Bielsku-Białej – największe w Polsce zjazd i defiladę pojazdów militarnych. Miałem już wtedy spore doświadczenie organizacyjne i zaraz włączyłem się do pracy. Na początku były ze dwa pojazdy i dwudziestu kilku ludzi. Teraz pojazdów jest ponad 50. Przyjeżdżają kolekcjonerzy i rekonstruktorzy także z Niemiec, Czech, Słowacji, Francji, z krajów skandynawskich. Bywali i Szkoci – wspomina pan Rafał.

 

To, co tu się dzieje, jest możliwe dzięki współpracy z miastem i sponsorom. Ostatnimi laty najhojniejszym jest Coca-Cola. – Ani MON, ani Muzeum Wojska nie były zainteresowane naszymi działaniami. A w 2009 r. zupełnie ich zawstydziliśmy. Jadę rano któregoś dnia jeepem i patrzę, a pod pomnikiem Obrońców Helu stoi kobieta w harcerskim mundurze i jakichś dwóch oficjeli z miasta z wieńcem i zapalają znicze. Nagle uświadomiłem sobie, że to przecież dzień Wojska Polskiego. Wysiadam, idę do nich i pytam, dlaczego się z nami nie umówili. Przecież wszyscy w mundurach i są też rekonstruktorzy w polskich battle-dressach. „No tak, odpowiedzieli, musimy tak zrobić za rok”.

 

– Kolejnego 15 sierpnia – opowiada Bier – zorganizowałem rekonstruktorów z bronią, przyszedł zarząd miasta i harcerze, a z portu wojennego na zaproszenie zjawiło się kilku oficerów. Stanęliśmy w dwóch rzędach po 20 z bronią. Polskie mundury na wartę pod sam pomnik. Pirotechnicy przygotowali salwę honorową. A tu jeszcze byli nasi Szkoci z kobzami. Godnie uczciliśmy obrońców Helu. A wojskowi mieli nietęgie miny. Rok później przygotowujemy się tak samo, a tu podjeżdża autokar z kompanią honorową, drugi z wojskową orkiestrą. No, zadziałało. Taką mamy małą satysfakcję.

 

Szum gąsienic, huk wystrzałów

 

Sama impreza główna D-Day Hel trwa tydzień. Rozpoczyna ją uroczyste wciągnięcie flag uczestników na maszty na plaży i wielka popołudniowa parada wszystkich zgromadzonych rekonstruktorów i pojazdów na głównej alei miasta. Jadą jeepy, transportery opancerzone, amfibie, ciężarówki wojskowe, motocykle, a kulminacjąprzemarszu jest przejazd czołgu Sherman. Już ta parada potrafi zgromadzić tysiące oglądających. A to dopiero przedsmak. Kolejne dni przynoszą starannie zaplanowane i wyreżyserowane odtworzenie epizodów z dziejów zajmowania Normandii przez zachodnich aliantów. Największa jest inscenizacja samego lądowania na plaży Omaha. Oryginalne amerykańskie amfibie lądujące z Bałtyku na helskiej plaży wśród huku wystrzałów i dymu wybuchów robią niesamowite wrażenie. W tej rekonstrukcji bierze udział chyba setka ludzi.

 

Innego dnia odgrywana jest bitwa oddziałów amerykańskich z próbującą się przebić z okrążenia grupą Niemców. Na odpowiednio zaaranżowanych terenach dawnych magazynów suną powoli transportery Sdkfz, jadą kuebelwageny rozpoznania, a za nimi toczy się niszczyciel czołgów Hetzer. Dla widzów przygotowano nagłośnienie i spiker objaśnia kolejne szczegóły operacji. Bo oto niemieckie rozpoznanie natyka się na czekających już Amerykanów, którzy pod osłoną pancerza i ognia z half-trucka starają się unieruchomić maszyny wroga. Działo samobieżne Hetzer na krótko daje Niemcom przewagę, bo nadjeżdżający wkrótce czołg Sherman przechyla szalę zwycięstwa na stronę jankesów. Wokół huk wystrzałów i dymy wybuchów, na trafionych pojazdach pojawia się ogień, ranni żołnierze padają na polu.

 

Wszystko jest tak wyreżyserowane, by widzowie zdążyli z fotografowaniem i jednocześnie akcja nie straciła tempa. W tle głos spikera opisuje pojawiające się pojazdy, wymienia nazwy wchodzących do boju oddziałów i ich dowódców, opisuje ważniejsze postaci starcia. I pirotechnika nic tu nie przeszkadza. Byłem pod dużym wrażeniem organizacji całego przedsięwzięcia.

 

To tylko jeden z kilku odgrywanych codziennie epizodów. A jest i inscenizacja nocna. Organizatorzy „wygaszają” całe miasto. Na Helem słychać warkot lotniczych silników i oto z bocznych uliczek zaczynają się wyłaniać alianccy skoczkowie, ciągnąc jeszcze za sobą spadochrony. Zaskoczeni Niemcy odpowiadają ogniem zrazu niemrawo, potem walka nabiera rumieńców. Efekt jest niesamowity. A jeśli chodzi o dbałość o szczegóły – jeden ze spadochroniarzy zawisa nieszczęśliwie na helskiej wieży i stamtąd ostrzeliwuje się biegającym na dole nieprzyjaciołom, jak to w Normandii nieraz bywało.Takich inscenizacji walk w mieście, w lesie, na plaży, jest wiele. Te tutaj wymieniam tylko jako przykłady.

 

Naprawdę dla wszystkich

 

Organizatorzy starają się zadbać o wszystkich z równym zaangażowaniem. I choć oczywiste jest, że główny temat jest militarny, blisko połowę obecnych stanowią panie, które czasem strzelaniną są może mniej zainteresowane. Dla nich głównie wieczorami na ustawionej na nadmorskim bulwarze scenie organizowane są pokazy makijażu i mody czasów wojny. Przygotowania do wieczoru zwykle zaczynają się już sporo wcześniej. Zasada jest taka, że to nie profesjonalne modelki, lecz towarzyszki rekonstruktorów lub inne chętne występują na scenie, prezentując stroje z epoki. Sporo pań przywozi specjalnie na tę okazję przygotowane własne kreacje, gdy ich mężowie ubierają się w mundury. Na zapleczu działa „polowa” pracownia krawiecka, która na bieżąco potrafi coś dopasować i poprawić. Efekt jest rzeczywiście warty obejrzenia. Na koniec dnia na scenie zasiada EM Band z Jaworzna, który specjalnie przyjeżdża na Hel grać standardy jazzowe z lat 40. I robi to świetnie.

 

Siedzę z panem Rafałem Bierem przy kawie. – Ja jestem wychowany na „Czterechpancernych”. Jako mały chłopak nie mogłem się napatrzeć na te czołgi jeżdżące po wydmach, lasach, po wodzie – opowiada. – Zacząłem zbierać modele i je składać. Potem się okazało, że są jeszcze żołnierze, że można skleić domki i postawić drzewka. Wie pan, ja tego D-Daya to zrobiłem już 40 lat temu i do dzisiaj mam tę makietę u siebie na strychu. A chyba wszystkie pojazdy, jakie tu są, stoją u mnie na półce. Potem przyszły czasy, że mogłem sobie pozwolić i zacząłem kupować prawdziwe maszyny. I kiedy zdobyłem przedmiot moich dziecięcych marzeń – amerykańskiego half-trucka – to uwierzyłem, że wszystko da się zrobić, tylko trzeba się trochę napocić i pokombinować. Stąd D-Day Hel. A mam plany, by to rozwijać i ulepszać. Hel, proszę pana, to jest taka nasza ikona historii. Jest tu 385 najróżniejszych obiektów militarnych. Polskich. To powinna być perełka pieszczona przez władze. A tu kilka lat temu jacyś mało mądrzy zdecydowali, żeby bunkry zasypywać. Sam pisałem do MON, żeby się opamiętali. Nie tylko ja, wielu to robiło. Przestali niszczyć. Może to dobry prognostyk.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Działo samobieżne Hetzer na krótko daje Niemcom przewagę, bo nadjeżdżający czołg Sherman przechyla szalę zwycięstwa na stronę jankesów
Organizatorzy starają się zadbać o wszystkich z równym zaangażowaniem. I choć oczywiste jest, że główny temat jest militarny, blisko połowę obecnych stanowią panie

Powiązane artykuły