FacebookFacebookSzukaj

Partnerzy serwisu

Partnerzy serwisu

II wojna światowa

Czy mamy powody świętować 9 maja?

W tym samym czasie, gdy wolny świat na ulicach swoich miast świętował koniec wojny, w Polsce w najlepsze działały obozy koncentracyjne tworzone przez NKWD, często w tych samych miejscach, w których wcześniej istniały obozy niemieckie.

Piotr Mazurek

Wydany w 1945 r. przez Radę Ministrów dekret ustanawiający dzień 9  maja świętem państwowym zaczyna się od słów: „Celem upamiętnienia po wsze czasy zwycięstwa Narodu Polskiego i Jego Wielkich Sprzymierzeńców nad najeźdźcą germańskim, demokracji nad hitleryzmem i faszyzmem, wolności i sprawiedliwości nad niewolą i gwałtem – dzień 9 maja, jako dzień zakończenia działań wojennych, stanowić będzie Narodowe Święto Zwycięstwa i Wolności”.

Ten akt prawny nigdy nie został uchylony, a więc cały czas na mocy prawa obchodzimy w Polsce Narodowe Święto Zwycięstwa i Wolności. W wielu miejscach kraju nadal odbywają się w tym dniu uroczystości, w których szczególnie chętnie uczestniczą przedstawiciele środowisk postkomunistycznych. Bez większego problemu w różnych częściach Polski można też znaleźć ulice i skwery noszące imię 9 maja oraz tablice czy pomniki związane z upamiętnieniem „historycznego dnia zwycięstwa nad faszyzmem”. Czy na pewno jednak Polacy mają powody, aby owo „zwycięstwo” świętować?

Dzień Zwycięstwa został ustanowiony wcelu upamiętnienia kapitulacji III Rzeszy, co dla Europy oznaczało koniec II wojny światowej. Dla narodów zachodnioeuropejskich było to wydarzenie potwierdzające odzyskanie wolności i suwerenności. Z punktu widzenia państw Europy Środkowo-Wschodniej sposób postrzegania tych kwestii wygląda jednak inaczej. I nie chodzi jedynie o techniczną drobnostkę związaną z tym, iż w wyniku różnicy w strefach czasowych, na terenach, z których Niemców wyparła Armia Czerwona, zdecydowano, by Święto Zwycięstwa obchodzić dzień później niż na Zachodzie, gdzie trumf nad hitleryzmem świętuje się 8 maja.

Dla położenia narodów, które w wyniku postanowień wielkiej trójki znalazły się pod sowiecką dominacją, upadek hitlerowskich Niemiec i koniec II wojny światowej był tylko przystankiem w długiej i krętej drodze do wolności. W wielu przypadkach bardziej właściwym porównaniem byłoby nawet stwierdzenie, że okres ten dla społeczności, które mogły na własnej skórze przekonać się, czym jest „wyzwolenie” w bolszewickim rozumieniu tego pojęcia, stanowił swoistą „stację” w trwającej jeszcze przez wiele lat „drodze krzyżowej”. Oprawca zmienił się przecież niemal niezauważalnie. Przykładów bohaterów, którzy z więzienia niemieckiego trafili do więzienia stalinowskiego, są tysiące.

Dla wielu grup druga okupacja była okrutniejsza i jeszcze bardziej krwawa. Polacy bez wątpienia byli wśród narodów, które odczuły to najbardziej. W Polsce „rok wyzwolenia”, czyli 1945, to czas straszliwych prześladowań tych, którzy nie chcieli zgodzić się na przejęcie w kraju pełni władzy przez posiadający marginalne poparcie społeczne obóz polityczny kierowany przez ludzi od początku do końca podporządkowanych Moskwie.

Rodzący się aparat władzy komunistycznej, który nie tolerował jakichkolwiek niezależnych od siebie przejawów aktywności publicznej, jeszcze zanim zdążył przejąć kontrolę nad obszarem całego kraju, rozpoczął krwawe represje wobec żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego i niepodległościowych działaczy politycznych. Dla stalinowskich siepaczy nie miały znaczenia zasługi z czasów okupacji niemieckiej ani legitymacja partyjna. Represje często dotykały historycznie zwaśnionych grup społecznych czy politycznych, które chociażby tylko potencjalnie mogły stanowić zagrożenie dla monopolu władzy komunistów w Polsce. Za sprawą działań stalinowskich organów represji, w jednej celi spotykali się np. byli więźniowie i byli strażnicy z Berezy Kartuskiej. W tych samych aresztach i więzieniach umieszczono przedwojennych piłsudczyków, PPS-owców, endeków... Cele polityczne wszystkich łączyło jedno – dla komunistów śmiertelnie groźne – słowo „niepodległość”.

9 maja 1945 r., który miał być dniem „tryumfu demokracji nad totalitaryzmem”, przywódcy Polskiego Państwa Podziemnego przebywali w moskiewskim więzieniu, gdzie osadzeni po bezprawnym aresztowaniu, poddawani represjom ze strony sowieckiego aparatu terroru, czekali na proces tylko dlatego, że stanowili przeszkodę na drodze do pełnej sowietyzacji Polski.

Sowieci i ich polscy współpracownicy trzymali w nich m.in. działaczy niepodległościowych. Na terenie Polski powstawały setki kolejnych miejsc kaźni polskich patriotów, w których funkcjonariusze nowego reżimu bezkarnie torturowali i mordowali, często nawet bez wyroku sądowego, tych bohaterów podziemia, którzy przeżyli okupację niemiecką.

Ofiary komunistycznego terroru zabijane głównie „metodą katyńską” – strzałem  Czy mamy powody, by świętować 9 maja? Kiedy wolny świat świętował koniec wojny, w Polsce w najlepsze działały obozy koncentracyjne tworzone przez NKWD, często w tych samych miejscach, w których wcześniej istniały obozy niemieckie w tył głowy – potajemnie wrzucano do anonimowych dołów śmierci, na których później władze potrafiły stawiać szalety publiczne. Rodziny często nie były informowane, że ich bliscy nie żyją. Pamięć o swoich ofiarach reżim zacierał zwykle w bardzo staranny sposób. Do dziś wielu krewnych ofiar z tamtych lat nie wie, gdzie spoczywają szczątki członków ich rodzin.

W czasie gdy w myśl wciąż obowiązującego nas wszystkich prawa, „wolność i sprawiedliwość odnosić miały zwycięstwo nad niewolą i gwałtem”, NKWD wraz z Ludowym Wojskiem Polskim i Urzędem Bezpieczeństwa przygotowywały się do rozpoczęcia obławy augustowskiej, w wyniku której śmierć poniosły setki żołnierzy podziemia niepodległościowego.

Dokładnie w tym okresie na mocy decyzji Krajowej Rady Narodowej formowano Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego – podległe Ministrowi Bezpieczeństwa Publicznego wojsko wewnętrzne, które szczególnie „zasłużyło się” w walce z podziemiem zbrojnym, ale także np. w pacyfikowaniu wsi popierających opozycję. Władza potrzebowała nowych formacji służących do prześladowania niepokornych, ponieważ kandydatów do objęcia działaniami aparatu represji było wielu. Skala oporu wobec nowej władzy w 1945 r. była ogromna. Kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy nie oddało broni i kontynuowało walkę o wolność Polski. Dla tych ludzi, a niejednokrotnie także dla całych ich rodzin, w nowej Polsce miejsca zabrakło.

Mając więc na względzie historyczne fakty, które dotyczą realiów 1945 r., trzeba w sposób jasny i zdecydowany wyrazić zdumienie tym, iż do dziś nie podjęto działań na rzecz uchylenia czysto propagandowego, stalinowskiego dekretu nakazującego Polakom obchodzenie święta 9 maja.

Na szczęście dziś nikt nie zmusza nas do czynnego udziału w obchodach tego dnia, ale uczciwość wobec wszystkich ofiar zbrodniczego systemu, którego kształtowanie się przypadało właśnie na połowę roku 1945, nakazuje, aby zaapelować o zmianę obowiązującego stanu prawnego i wykreślenie Narodowego Święta Zwycięstwa i Wolności z katalogu świąt państwowych III Rzeczypospolitej.

 

Powiązane artykuły