FacebookFacebookSzukaj

Partnerzy serwisu

Partnerzy serwisu

Oficerowie 71. pułku piechoty na rynku w Zambrowie. Zambrów, po 1936 r. (ze zbiorów Roberta Modzelewskiego)

Międzywojnie

Baczność! Oficer w II Rzeczypospolitej

Właściwie wokół tego prostego zdania wypowiedzianego przez służącego w Wojsku Polskim Szwajcara (rtm. Gwidon Erwin-Poten) można by zbudować cały wywód. Jacyż więc byli polscy oficerowie? Jakimi cechami musieli się charakteryzować? Pracowali czy też może służyli Rzeczypospolitej?

Jarosław Strenkowski

Przede wszystkim młody podporucznik rozpoczynał służbę z ogromnymi długami. Rzecz polegała na konieczności dokonania we własnym zakresie zakupu umundurowania, ekwipunku i indywidualnego uzbrojenia, a w grę wchodziły naprawdę niebagatelne kwoty. Punktem honoru każdego oficera było złożenie zamówienia w najbardziej renomowanych zakładach krawieckich, szewskich i czapniczych. Prawdziwy przedmiot pożądania stanowiły więc rogatywki z warszawskich firm Panfirowa albo Karpa (tzw. panfirówki i karpówki). Najelegantsze płaszcze szył Ewigkeit, mundury – Goldberg, a szyku dopełniały buty od Niedzińskiego czy Hiszpana. Szyku, za który – dodajmy – trzeba było słono zapłacić. Pochodzący z robotniczej rodziny i od wczesnej młodości komunizujący gen. Józef Kuropieska w swoich wspomnieniach chwalił się zakupem butów z zakładu Niedzińskiego za 160 zł. Aby czytelnikowi zobrazować wysokość tej kwoty, dodam jedynie, że całodzienne wyżywienie w kasynie oficerskim zamykało się w kwocie 3 zł, a chleb kosztował 25 gr.

 

Zarabiający w połowie lat 30. niebagatelną w istocie kwotę ok. 270 zł podporucznik na zakup munduru musiał przeznaczyć środki w granicach 400 zł, a nabycie uzbrojenia (szabla, pistolet służbowy, pistolet do ubrania cywilnego) pochłaniało sumę daleko przekraczającą 1 000 zł. W jeszcze gorszej sytuacji znajdowali się młodsi oficerowie broni jezdnych zobowiązani do posiadania rzędu sportowego i służbowego (siodło plus ogłowie). Łącznie na ten cel musieli wygospodarować 1 100–1200 zł. Jeżeli doliczymy pozostałe wydatki służbowe (np. opłata za pokój w koszarach, wyżywienie, obowiązkowe składki na kasyno, bale itp.), to nagle się okaże, że kieszenie tego świetnie prezentującego się obiektu niewieścich westchnień świecą pustkami, a na życie kulturalne i inne potrzeby pozostaje mu raptem kilkanaście złotych miesięcznie. Sytuacja materialna oficera stabilizowała się dopiero po awansie do stopnia kapitana.

 

Oficerowi WP przysługiwał ordynans, a w kawalerii dodatkowo także zajmujący się pielęgnacją konia i wojskowego rzędu luzak. Wokół służby ordynansa przez całe dekady trwania poprzedniego systemu pracowicie tworzono czarny mit złego sanacyjnego oficera wyzyskującego biednego chłopa. Ów mit okazał się niestety dość trwały i mocno ukorzeniony pokutuje zresztą po dziś dzień. Tymczasem ordynansami zostawali wyłącznie ochotnicy, a zakres ich obowiązków był precyzyjnie określony. Tak więc nie wolno było zlecać im prac uznawanych za poniżające i godzących w godność munduru, np. niańczyć dzieci, stać w kolejkach, nosić zakupów itp. Ich zajęcia ograniczały się w zasadzie do utrzymywania w czystości mieszkania, munduru przełożonego oraz drobnych posług, a przez domowników najczęściej byli traktowani na zasadach członków rodziny. Do dobrego tonu należało wypłacanie ordynansowi ok. 10 zł. kieszonkowego miesięcznie (dla porównania żołd wynosił kilkadziesiąt groszy na dekadę) oraz sprawienie mu cywilnego ubrania na zakończenie służby.

 

Niemający rodzin młodsi oficerowie mieszkali najczęściej na terenie koszar, gdzie za niewielką opłatą (15–18 zł) mogli wynająć bardzo skromny (z reguły) pokój. Takie rozwiązanie stanowiło spory atut w postaci znacznie niższych kosztów w porównaniu z kwaterą prywatną, co w sytuacji wiecznie zadłużonego podporucznika czy porucznika miało fundamentalne znaczenie. Przysłowiowy kij ma jednak zawsze dwa końce. Mieszkający w koszarach „subalterni” mogli zapomnieć o wszelkiej intymności życia prywatnego, bowiem każda odwiedzająca ich osoba musiała posiadać przepustkę i wylegitymować się nią na bramie. Była to oczywista niedogodność utrudniająca relacje zwłaszcza z kobietami. Ze znacznie lepszych warunków kwaterunkowych korzystali natomiast oficerowie żonaci i starsi stopniem. I tak np. obarczony rodziną porucznik mógł już otrzymać dwa pokoje z kuchnią, natomiast pułkownikowi przysługiwało 4–5 pokoi o powierzchni do 90 m². Możemy więc śmiało w tym momencie mówić o warunkach zupełnie zadowalających, a w przypadku wyższych szarż wręcz komfortowych.

 

Życie codzienne

 

Wszyscy kawalerowie zobowiązani byli do spożywania posiłków w kasynie oficerskim. Kasyno to także miejsce, w którym ogniskowało się życie towarzyskie pułku. Problem braku rozrywek kulturalnych szczególnie dotkliwie odczuwali oficerowie przebywający w prowincjonalnych garnizonach. W efekcie kasyno musiało się stać (i zostawało) ich ulubionym obszarem miłego spędzania wolnego od służby czasu. Partyjka brydża w doborowym towarzystwie, lekko hazardowa rozgrywka w szmońkę czy wreszcie znacznie mniej niewinny poker musiały zrekompensować w Zambrowie, Lidzie czy Suwałkach brak dostępu do wyższej kultury. Nie ukrywajmy też, że owe wieczory w klubowych salach zakrapiano niejednokrotnie sporymi ilościami alkoholu, ale gwoli sprawiedliwości należy dodać, że był to przynajmniej alkohol w bardzo dobrym gatunku. Kasyna tętniły życiem szczególnie w okresie karnawału. Na liczne bale zapraszano wówczas przedstawicieli lokalnych elit, przy czym lista gości była bardzo uważnie weryfikowana przez dowódcę pułku. Rozwiązanie takie miało zapobiegać obecności osób o nie najlepszej reputacji i w praktyce znakomicie zdawało egzamin. Osoby o wątpliwych walorach towarzyskich, którym jakimś cudem udało się jednak przeniknąć do kasynowych wnętrz, dyskretnie, lecz stanowczo, wyprowadzano.

 

Obecność oficerów na balach była obowiązkowa, podobnie zresztą jak partycypowanie w kosztach organizacyjnych. Podczas ich trwania obowiązywał strój wieczorowy, na który składały się szasery ze strzemiączkami i lampasami, sztyblety (lakierowane półbuty z okutymi obcasami i gumowymi wstawkami ułatwiającymi ich zakładanie) oraz pas salonowy. Wymagane było także posiadanie dwóch par zamszowych rękawiczek w kolorze łososiowym. Bale niejednokrotnie przeciągały się do białego rana, ale już o godz. 6.00 oficer musiał się stawić przy koszarowej bramie świeży, wypoczęty i w pełni gotowy do podjęcia służby. Bardzo często dowódca pułku osobiście sprawdzał stan swoich podkomendnych. Ci, którzy chwiali się na nogach bądź roztaczali wokół siebie woń alkoholu, byli bezwzględnie karani aresztem.

 

Małżeńskie korowody

 

Życie oficera podlegało całej masie zakazów i nakazów precyzyjnie ujętych w ramy wojskowych regulaminów. W odróżnieniu jednak od dzisiejszych czasów wiele przepisów mocno ingerowało w sfery życia, które my obecnie stanowczo uznajemy za całkowicie prywatne i nienaruszalne. Bardzo dobrą ilustracją tej sytuacji niech będzie sprawa zawierania związków małżeńskich. Aby w ogóle podjąć jakiekolwiek w tej materii starania, oficer musiał uzyskać wcześniej zgodę Dowódcy Okręgu Korpusu, przy czym samo wystąpienie o nią możliwe było po spełnieniu dwóch podstawowych warunków: awans na porucznika oraz ukończenie 24 lat. Zrealizowanie obu wymogów nie stawało się jednakże automatycznie równoznaczne z pomyślnym zakończeniem starań. Po zgłoszeniu zamiaru zawarcia małżeństwa na rozkaz dowódcy pułku zbierała się Komisja Małżeńska, której zadaniem była ocena towarzyskich i intelektualnych walorów kandydatki. Brano pod uwagę jej ogładę i umiejętność prowadzenia konwersacji, przy czym jednym z zasadniczych wymogów było posiadanie matury. Bardzo stanowczo przedstawianym warunkiem nieodmiennie pozostawał cenzus majątkowy.

 

Otóż kandydatka na żonę oficera powinna zgodnie z przepisami wnieść posag, z którego płatnik pułku będzie mógł co miesiąc przelać sumę wyrównującą różnicę w wynagrodzeniu porucznika i kapitana. Miało to zabezpieczyć – i w istocie zabezpieczało – godny poziom życia oraz zapewnić możliwość spełniania potrzeb kulturalnych rodziny. Po 1936 r. przepisy w tej materii znacząco zaostrzono, doprowadzając do absurdalnej sytuacji, w której narzeczeni musieli się wylegitymować posiadaniem astronomicznej jak na ówczesne warunki sumy 10 tys. zł. Cóż zatem się działo w przypadku niespełnienia przez nieszczęsną kandydatkę któregokolwiek z wymogów? Oczywiście Komisja Małżeńska wydawała negatywny werdykt, a oficer nie otrzymywał zgody na zawarcie małżeństwa. Branie przez zdesperowane pary potajemnych ślubów kończyło się w momencie ujawnienia tego faktu natychmiastowym usunięciem z korpusu oficerskiego.

 

Reprezentant majestatu Rzeczypospolitej

 

Oficer WP zobowiązany był do godnego zachowania w miejscach publicznych. Bardzo źle widziano korzystanie z publicznych środków lokomocji. Jeżeli już sytuacja zmusiła go do przejazdu np. tramwajem, mógł to uczynić jedynie pod warunkiem podróżowania na przedniej platformie wagonu i na stojąco. W cenie natomiast niezmiennie pozostawała kawaleryjska fantazja w stylu Wieniawy-Długoszowskiego, który z balu powracał trzema dorożkami: w pierwszej jechał on, w drugiej jechała jego czapka, a w trzeciej szabla. Wchodząc do restauracji, oficer miał obowiązek zameldowania się przebywającemu na sali starszemu rangą i poproszenia o zgodę na zajęcie miejsca. Między bajki można włożyć filmowe sekwencje przedstawiające tańczących w lokalach publicznych oficerów, gdyż był to postępek podlegający bardzo surowym sankcjom dyscyplinarnym. Za absolutnie niedopuszczalne uznawano stanie w kolejkach, przepychanie się czy też przenoszenie pakunków. U współczesnego czytelnika spore zdumienie musi wzbudzić przepis zabraniający zajmowania w teatrach i kinach miejsc dalszych niż w 8. rzędzie. Wszystkie te nieżyciowe z naszego punktu widzenia wymagania i szykany miały jednakże pewne bardzo proste przesłanie: oficer był reprezentantem Rzeczypospolitej w każdej sytuacji i w każdych okolicznościach.

 

Docieramy w ten sposób powoli do niezwykle interesującej i absolutnie wymykającej się dzisiejszym kryteriom kwestii spraw honorowych. Otóż pod żadnym pozorem oficer nie mógł dopuścić do znieważenia munduru. W przypadku czynnej zniewagi zobowiązany był do natychmiastowego użycia broni, którą zgodnie z regulaminem powinien mieć zawsze przy sobie (także występując w ubraniu cywilnym). Przebieg zajścia był dokładnie analizowany przez Oficerski Sąd Honorowy oraz w przypadku zabicia adwersarza niejako równolegle także przez Wojskowy Sąd Karny. W takich sytuacja sprawa z reguły kończyła się 2–3 latami twierdzy, co nie tylko nie dyskwalifikowało honorowo, lecz karę wliczano w wysługę lat i po jej odbyciu oficer z czystą kartoteką wracał do pułku. Zupełnie inaczej rzecz się miała z orzekanym wyłącznie za przestępstwa pospolite wyrokiem więzienia. Było to równoznaczne z degradacją i wyrzuceniem z korpusu oficerskiego, utratą praw emerytalnych oraz towarzyskim bojkotem. Jedna z głośniejszych spraw tego typu to oczywiście skazanie gen. Michała Żymierskiego za malwersacje przy zakupie masek przeciwgazowych.

 

Oficerski Sąd Honorowy mógł orzec karę wydalenia z korpusu oficerskiego w przypadku stwierdzenia braku reakcji na znieważenie munduru. Bardzo dotkliwe wyroki ferowanebyły również w sprawach związanych z niedotrzymaniem obietnicy małżeństwa oraz z pożyczaniem pieniędzy od podwładnych. Zdarzało się, że na posiedzeniach OSH rozpatrywano także konflikty pomiędzy oficerami, o jakie nietrudno przecież było przy okazji obficie zaopatrzonych w alkohol licznych balów i imprez. Z reguły rzecz kończyła się jednak nie przed obliczem dostojnego gremium koleżeńskiego sądu, lecz w wynajętej sali i z bronią w ręku. Od zdrowego rozsądku sekundantów zależały warunki pojedynku na broń białą lub palną. Najczęściej na szczęście stosowano zasadę „do pierwszej krwi”. Walka odbywała się w obecności sekundantów, lekarza i arbitra. Oficer mógł wyzwać na pojedynek także posiadającego tzw. zdolność honorową cywila. W przypadku zranienia lub zabicia przeciwnika zapadał wyrok 2 lat twierdzy, a oprócz sprawcy karze podlegali także wszyscy inni uczestnicy tego honorowego, lecz nielegalnego zajścia.

 

I szara codzienność

 

Na zakończenie jeszcze kilka słów o codziennej służbie. Pełnienie obowiązków oficer rozpoczynał o godz. 6.00, a w kawalerii i artylerii w związku z koniecznością ujeżdżania tzw. remontów (konie do trzech lat) w wielu wypadkach już od godz. 5.00. Dzień pracy kończył się o godz. 17.00, ale w przypadku sprawowania funkcji oficera służbowego przeciągał się aż do 19.45. Co 8–10 dni podporucznikowi czy porucznikowi przypadała też całonocna służba oficera inspekcyjnego. Dodajmy do tego coroczne manewry i liczne marsze (także zimowe), których trudy oficerowie musieli dzielić wspólnie ze swoimi podkomendnymi. Reasumując – nie była to więc zwykła, codzienna praca. Była to przede wszystkim ciężka, wyczerpująca i wymagająca wielu wyrzeczeń służba. W zamian oficerowie otrzymywali nie tylko solidne wynagrodzenie, lecz przede wszystkim prestiż, poczucie przynależności do ścisłych elit II Rzeczypospolitej i wielką sympatię społeczeństwa.

Aby móc zawrzeć związek małżeński, oficer musiał uzyskać zgodę Dowódcy Okręgu Korpusu, być porucznikiem i mieć 24 lata
Oficer WP zobowiązany był do godnego zachowania w miejscach publicznych. Bardzo źle widziano korzystanie z publicznych środków lokomocji

Powiązane artykuły